Półtora tygodnia i dwie wpadki prezydenta to średnia przekroczona kilkaset procent. Kłopotów głowie państwa narobił najpierw Roman Kuźniar, teraz Tomasz Nałęcz. Wyjaśnienia, przeprosiny, oskarżanie dziennikarzy o złe zrozumienie nie mają żadnego znaczenia. Majestat prezydenta ucierpiał przez obu panów.
Nie ma to dziś wielkiego znaczenia, więc z pewnością Bronisław Komorowski oba wydarzenia bagatelizuje. Ale takie wpadki odkładają się gdzieś, odkładają i kiedyś staną się poważnym ciężarem na grzbiecie prezydenta. Bagatelizować więc ich Bronisław Komorowski nie może.
Prezydent ma w swoim otoczeniu ludzi, którzy umieją milczeć. Jednym z nich jest szef jego kancelarii Jacek Michałowski.

Ale też Bronisław Komorowski ma w swoim otoczeniu rozplotkowane towarzystwo zbytnio lubiące media. Panie profesorze Kuźniar, nikt nie oczekuje, że zmieni pan poglądy przyjmując ofertę prezydenta. Ale chyba nie jest nadmiernym oczekiwaniem, że nie będzie ich pan przedstawiał wszem, wobec, wszędzie i zawsze. Doradca powinien zachować dla głowy państwa przywilej wypowiadania się.
Panie profesorze Nałęcz, jedynym usprawiedliwieniem pana wystąpienia w Rzeczpospolitej jest, że taką wypowiedź autoryzował wcześniej Bronisław Komorowski. Skoro nie autoryzował, to trzeba było milczeć.
Doradcy prezydenta zostali już jakiś czas temu poproszeni, żeby mniej chętnie korzystali z zaproszeń mediów i bardziej ostrożnie się w nich wypowiadali. Ciężar komunikacji publicznej pałacu miała przejąć jego rzecznik Joanna Trzaska Wieczorem. Trochę przejęła, ale obrażeni doradcy nie zamierzają najwidoczniej traktować tamtej prośby jako obowiązującej stale.
„Z jego stosunkiem do kobiet…”- to usłyszałem dziś, gdy zapytałem jednego ze współpracowników prezydenta, dlaczego nie uciszy doradców i nie przekaże pełnej władzy nad mikrofonem Joannie Wieczorek. Prezydent okazuje się seksistą, który uważa, że miejsce przed kamerami to nie jest miejsce dla kobiety, który sądzi, że to nie jej liga. Pamiętne słowa o „kaszalotach” i o „kobietach co zostają w domu, gdy mężczyzna idzie polować” to niestety nie tylko słowne wpadki prezydenta. To po prostu jego stosunek do tej płci.
Mamy więc w pałacu fundamentalną zmianę. Poprzedni prezydent otaczał się kobietami i lubił pracować w ich towarzystwie. Obecny otacza się mężczyznami i wyobraża sobie poważną współpracę wyłącznie w męskim towarzystwie.