Wielkie partie mają z Naszych podatków wielkie pieniądze. Główni kandydaci wydadzą na prezydencką kampanię wyborczą po 15 milionów złotych. Dobrze by było, gdyby wydawali to z głową. Niestety nie zawsze tak się dzieje.
Jerzy Szmajdziński jest drugim kandydatem na prezydenta, który przedstawił swoją oficjalną stronę internetową. I to co można o niej napisać, to: niestety idziemy w złą stronę. Strona jest gorsza od serwisu Andrzeja Olechowskiego.
Design jest jeszcze bardziej old school’owy. Teksty długie, źle sformatowane i sztywne, jak kij od szczotki. Są ewidentne wstydliwe niedoróbki, jak zakładka Blog w poziomej nawigacji, która prowadzi do nieistniejącego jeszcze bloga. To wstyd. Któryś z komentujących zwrócił mi uwagę, że kandydat lubi czytać książki D.Normana. A może chodziło raczej o N. Davies’a?
Owszem, jest autor D.Norman słynny z książki Design of everyday things. Jednakże jakość strony J. Szmajdzińskiego świadczy raczej o tym, że akurat tej książki ani on, ani projektanci nie przeczytali.
Przepraszam Andrzeja Olechowskiego za krytykę jego mega-długiego formularza kontaktowego dla wolontariuszy. U Jerzego Szmajdzińskiego jest wielka OSZCZ. Box Chciałbyś pomóc, odsyła do motywującego tekstu dla wolontariuszy. Brakuje tu jednak jakiejkolwiek możliwości kontaktu. W innej zakładce są telefony do biur SLD. Czy wolontariusz ma dzwonić do wszystkich po kolei?
Użytkownik Michał zwrócił uwagę w komentarzach na niską informatyczną kulturę projektantów strony. Walidacja, według niego wykazuje 135 błędów. Więcej napiszę o tym w przyszłości.
Teraz zastanawiam się nad firmą, która wyprodukowała stronę. Zobaczcie inne jej produkcje. Co myślicie? Ta sama firma stworzyła strony: Włodzimierza Cimoszewicza, Wojciecha Olejniczaka, Piotra Gadzinowskiego, Klubu Poselskiego Lewica, Konwencji SLD, Roberta Kwiatkowskiego (byłego prezesa TVP z lewicy). Wygląda to na jakiś family business. Czy naprawdę muszą iść na to pieniądze podatnika?
Najważniejszy zarzut, jaki mam do strony brzmi: Jaki wizerunek Jerzego Szmajdzińskiego ona buduje. Nie powstała przecież, żeby poinformować, że kandydat SLD “lubi zupę pomidorową”. Ma pomóc w stworzeniu wizerunku kandydata. Czy pomaga? Pokazuje raczej, że kandydat nieszczególnie rozumie, jak sam mówi w promocyjnym filmie “internetową rodzinę”. Nie buduje wizerunku dynamicznego polityka. Nie buduje wizerunku polityka silnego. Nie buduje wizerunku polityka ciekawego. Przez swą nijakość umacnia obecny wizerunek Jerzego Szmajdzińskiego.