Jarosław Kaczyński nie pojechał do Belwederu. Wysłał mecenasa. Bronisław Komorowski go nie wpuścił. Grzegorz Napieralski wyszedł z posiedzenia. Wielkie zamieszanie, potężna awantura i możliwe poważne skutki polityczne awantury o stenogramy czarnych skrzynek.
Radę Bezpieczeństwa Narodowego, jak przeczytałem wczoraj w Newsweeku wymyślił doradca polityczny Donalda Tuska Igor Ostachowicz. Od poczęcia była to instytucja opanowana przez politykę i kampanię wyborczą. Bronisław Komorowski chciał pokazać swoją umiejętność współpracy z różnymi środowiskami. Jarosławowi Kaczyńskiemu pasowało to do nowego wizerunku. Grzegorz Napieralski mógł się ogrzać w cieniu wielkich.
Czy Bronisław Komorowski wykorzystywał Radę dla swojej kampanii? Oczywiście, że wykorzystywał. Czy inni kandydacie nie wykorzystywali? Oczywiście że wykorzystywali.
Dlatego kompletnie nie rozumiem tego numeru, zrobionego dosłownie i w przenośni za pięć dwunasta przez Jarosława Kaczyńskiego. Gdyby wczoraj zasygnalizował swój problem z dzisiejszym posiedzeniem RBN, wyglądałoby to inaczej. A tak wychodzi tuż przed spotkaniem, mówi że wysyła adwokata, który członkiem RBN nie jest. I ogłasza, że może jeździć na posiedzenia Rady raz na 2-3 miesiące, jak w regulaminie, albo w sprawach wagi państwowej, jak powódź. Czy katastrofa samolotu prezydenckiego nie jest sprawą wagi państwowej?
Pełnomocnik rodzin ofiar oczywiście nie mógł być wpuszczony do Belwederu. Nie został powołany w skład Rady a nie ma instytucji „pełnomocnika” członka Rady. Wystarczy przeczytać regulamin RBN. Jarosław Kaczyński z pewnością to zrobił. Po pierwsze jest prawnikiem, po drugie był już członkiem Rady.
Co do decyzji Grzegorza Napieralskiego, to nieszczególnie ją rozumiem. Jarosław Kaczyński stracił w katastrofie najbliższą rodzinę. Ma więc większe prawo do zachowań niestandardowych. Bojkot Grzegorza Napieralskiego wygląda po prostu dziwnie. Zwłaszcza, że przed wyjściem miał powiedzieć, że stenogramy powinna poznać opinia publiczna. Wtedy było już jasne, że jeszcze dziś pozna.
Jarosław Kaczyński nieco naruszył tyn wszystkim swój kompromisowy wizerunek. Taką operację, jak bojkot RBN przeprowadza się z pewnym przygotowaniem, stara się ją wytłumaczyć mediom i widzom. A tu było to zrobione na łapu capu. I jeszcze ta pokazówka z prawnikiem. Jeszcze przed jego wyjazdem z siedziby PiS było oczywiste, że do Belwederu go nie wpuszczą.
Byłem wcześniej przekonany, że wszyscy w grę zatytułowaną „odgrywamy piękną współpracę ponad podziałami” będą zabawiać się aż do wyborów. Nie widzę żadnego zysku z decyzji Jarosława Kaczyńskiego o wyrzuceniu zabawek akurat w Dniu Dziecka.
Na Facebooku trwa ożywiona dyskusja na ten temat. Dołącz do niej!










