Wielka powódź nie raz – nie tylko w Polsce, niszczyła kariery polityków i decydowała o wyniku wyborów. W 1997 doprowadziła do przegranej SLD. W Niemczech w 2002 uratowała kanclerza Schroedera. Schroder dwoił się i troił na zalanych terenach i o włos wygrał z CDU/CUS. W 1997 zdecydowała o wyniku wyborów lokalnych w Brandenburgii.
Każdy z kandydatów na prezydenta ma świadomość stawki, szansy i ryzyka. I każdy wybrał inną strategię.
Bronisław Komorowski z racji wykonywanych obowiązków nie mógł zostać przy biurku. We wtorek i środę wyjechał na zalane tereny, odwiedzając Śląsk, Małopolskę i Świętokrzyskie.

Nie były to wyjazdy całkiem udane, ale też nie była to klęska. Marszałek miał wyraźne problemy ze znajomością Konstytucji i nadmiernie przechwalał się prezesowaniem Ligą Morską i Rzeczną. Ale był, spotkał się z ludźmi, wyszedł też do przodu proponując specustawę powodziową, do której teraz inni muszą się odnosić. Dobrą robotę na rzecz Komorowskiego robi też Donald Tusk. Zachowanie premiera na spotkaniach z ludźmi jest mistrzostwem. – Pamiętajmy, kto spieprzył powiedziane w Proszówce, przypomina niektóre teksty Władymira Putina. I to jest pochwała.
Grzegorz Napieralski uznał, że zawieszanie kampanii byłoby fałszem. Będąc przedstawicielem trzeciej siły w Sejmie, trudno o powodzi nie mówić. A hipokryzją byłoby udawanie, że wypowiada się, nie jako kandydat, a wyłącznie jako przewodniczący partii. Napieralski raz pojechał na miejsce powodzi.

Zorganizował w Sejmie spotkanie z ekspertem. Wezwał do nowelizacji budżetu i w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego weźmie udział w dyskusji. Poza tym prowadzi normalną kampanię, mówiąc także o innych tematach. Oczywiście nic co robi nie ma szansy przebić się w mediach, gdzie mówi się tylko o jednym temacie.
Andrzej Olechowski zachował się trochę jak John McCain (toutes proportions gardées), gdy w USA upadł Lehman Brothers. Ogłosił przerwanie kampanii. I bardzo szybko dostał za to po łapach. Dokładnie tak jak John McCain. Przerwanie kampanii Olechowski ogłosił bowiem wczoraj o 14 a dziś o 7.20, gdy powódź trwa pojawił się już w TOK FM. Ma dziś także inne spotkania z wyborczego kalendarza. Co więcej jego przerwanie kampanii nie zrobiło na nikim wrażenia. I słabo do opinii publicznej się przebiło.
Jarosław Kaczyński w tym tygodniu ani razu nie pojawił się publicznie. Adam Bielan z jego sztabu wrzucił na Twittera taką notkę: Czy rzad dobrze radzi sobie z powodzia w Polsce? Tak 24 proc., Nie 46 proc., Trudno powiedziec 30 proc. PIS ma oczywiście nadzieje na takie nastroje. Ale po pierwsze sondaż jest zrobiony z tezą i trudno uznać jego wyniki. Po drugie Tusk jest szalenie przekonujący dla opinii publicznej i szczerze wątpię, czy komuś uda się skutecznie obciążyć rząd odpowiedzialnością za wielką wodę.
Pytanie co dalej jest trudne. Tragedia smoleńska dokonała wielkiego wyzerowania w polityce. Powódź zrobiła kolejny restart. Dziś rozmawia się o powodzi, dyskutuje o kosztach odbudowy. Tematy, którymi żyliśmy przed powodzią, są teraz nieaktualne. To idealna sytuacja dla Bronisława Komorowskiego. Hasło wyborcze „Zgoda buduje” dobrze pasuje do tego czasu. Trzeba odbudować Polskę, powie kandydat Platformy. A najskuteczniej – doda – odbuduje ją sprawny rząd ze sprzyjającym mu Prezydentem. Jeśli rząd niczego dramatycznie nie „spieprzy”, używając tej poetyki – dla Komorowskiego jeszcze przez dwa tygodnie możemy mówić o powodzi. Platforma już poinformowała o odwołaniu, z powodu powodzi wielkiej konwencji w Warszawie 30 maja.
Jarosław Kaczyński jest w trudniejszej sytuacji. Może wejść w krytykę rządu, ale ostry atak zburzy jego nowy wizerunek. A atak łagodny będzie nieskuteczny, bo skuteczny jest Tusk. Może wreszcie spróbować zmienić temat rozmowy. Wrzucić swój temat. Zaproponować rozmowę o czymś innym. Temu służyć będzie wielka konwencja w Warszawie w sobotę. Ale jeżeli się nie odbędzie, PIS będzie trudno zbudować komunikat do wyborców. O powodzi możemy mówić do końca maja. Wtedy na kampanię zostaną tylko trzy tygodnie.