Jarosławowi Kaczyńskiemu nie chodzi o wyjaśnienie finansowania Platformy Obywatelskiej. Gdyby chodziło, to co najmniej podtrzymałby żądanie komisji śledczej po wyborach. Stwierdził dziś tymczasem, że jeśli PIS wygra, to będzie tak wiele spraw do zrobienia (po nieudolnych rządach), że nie wiadomo, czy na śledztwo będzie czas.
Przynajmniej na to. Na komisję śledczą smoleńską na pewno. Jej prezes PIS nie zapowiedział, bo wie już, że samym Smoleńskiem wyborów nie wygra.
A w sprawie finansowania Platformy chodzi wyłącznie o wybory. PIS bierze wielką pajdę błota, licząc że coś się do Platformy przyklei. W końcu udało się to z „dziadkiem z Wermachtu”. Coś się przykleiło. Jeśli się przyklei, to nieco łatwiej będzie wygrać wybory. A jeśli nie, to i tak nie ma straty. PIS zwoła za 2 tygodnie konferencję pod tytułem „Platforma ukrywa prawdę”. Bo komisja śledcza oczywiście nie powstanie.
Nie twierdzę, że Mirosław Drzewiecki jest święty. Słyszę że gdyby nie przedawnienie, prokuratura stawiałaby zarzuty kontaktu z narkotykami. Nie mam powodu w to nie wierzyć. Ale od ewentualnych problemów narkotykowych byłego skarbnika PO, do zarzutu finansowania partii z pieniędzy mafii droga jest bardzo daleka.
Kompletnie PIS nie rozumiem. Nie wierzę, że na sprawie może coś zyskać. A nawet jeśli, to nie wiem po co angażuje się w temat sam Jarosław Kaczyński. Prezes powinien grać rolę męża stanu, kojarzonego z Barackiem Obamą i najważniejszymi dla kraju sprawami. Do roli hałaśliwych piesków od bzdurnych ale medialnych tematów PIS, podobnie jak Platforma i SLD ma innych ludzi.
Kaczyński miesza role lidera opozycji i nadpobudliwego posła pierwszej kadencji.