W RMF FM Konrad Piasecki pytał dziś rano Jarosława Gowina o rolę Aleksandra Kwaśniewskiego w umowie z Markiem Belką. Polityk Platformy powiedział:
Aleksander Kwaśniewski ma wielką nadzieję na to, że po wyborach prezydenckich Sojusz Lewicy Demokratycznej zmieni swoje przywództwo.
czy temu służy „deal” z Platformą? Postawieniu w bardzo trudnej sytuacji kandydata SLD, przerzuceniu części głosów z niego na B.Komorowskiego, doprowadzeniu do przegranej? Żaden z uczestników porozumienia po stronie lewicy tego nie potwierdza. Podkreślane są natomiast kompetencje Marka Belki. Wyjaśnienie jakie słyszę, jest mniej więcej takie: To świetny człowiek na to stanowisko, naprawdę nie ma w tym żadnego knucia przeciwko Napieralskiemu.
Nawet jeśli nie ma, to przewodniczący SLD został postawiony w wyjątkowo głupiej sytuacji. Oto bowiem Wojciech Olejniczak, Ryszard Kalisz i Aleksander Kwaśniewski ponad jego głową zdecydowali z Platformą, a więc politycznym przeciwnikiem, o obsadzie jednego z najważniejszych stanowisk w Polsce.
Grzegorz Napieralski nic o tym nie wiedział, aż do momentu ogłoszenia decyzji przez Bronisława Komorowskiego. „Dealbreakerzy” nic nie powiedzieli Napieralskiemu, przewidując, że próbowałby pokrzyżować ich plany. Przewidując, że w kampanii wyborczej polityczny instynkt i chęć rozegrania byłby silniejszy niż obietnica dotrzymania tajemnicy.
Tym bardziej, że pomiędzy Aleksandrem Kwaśniewskim a Grzegorzem Napieralskim jest dramatyczny brak zaufania. Z bardzo dobrego źródła usłyszałem, że Napieralski w dniu pogrzebu Jerzego Szmajdzińskiego zapewniał Aleksandra Kwaśniewskiego, że nie będzie startował w wyborach prezydenckich. Mówił też, że wystartować powinien Ryszard Kalisz. W tym samym czasie rozmawiał z Markiem Siwcem, jemu mówiąc, że to on powinien być kandydatem.
Na końcu zaś nie zgłosił ani Kalisza ani Siwca, tylko wystartował sam. Jeśli ta historia jest prawdziwa, to jak Aleksander Kwaśniewski miałby wierzyć Grzegorzowi Napieralskiemu?
Byłego prezydenta w kampanii prezydenckiej SLD nie ma. Otoczenie Grzegorza Napieralskiego twierdzi, że to z obawy o nawrót „choroby filipińskiej”. Ale to może być bardzo czarny PR, a prawdziwym powodem jest stan relacji obecnego przewodniczącego SLD z byłym.