Dyskusja o kandydowaniu Donalda Tuska jest krótka, ale wylano w niej morze atramentu.
Były już materiały wcieleniowe, jak tekst Jacka Żakowskiego w Gazecie Wyborczej. Były teksty profetyczne, jak głośny artykuł Michała Karnowskiego, stawiający tezę “kandydowanie albo rozpad Platformy”. Były chłodne analizy, jak ta Janiny Paradowskiej, wskazujące, że nie-kandydowanie wisi w powietrzu. Było wreszcie podsumowanie Agaty Nowakowskiej w gorącym, sportowym stylu.
Rzecz została opisana z każdej strony. Nie namawiam, by każdy z nas dokańczał, jak Jacek Żakowski, stwierdzenie “gdybym był Tuskiem…” ale by rozważyć na innym poziomie wybór, przed jakim stoi lider Platformy.
Czego Tusk właściwie chce? Jego ma cel. Czy dziś chce przede wszystkim wpływać na losy Polski? Czy chce dostać miejsce w historii? Czy chce umocnić 2-3 partyjny system na wzór europejski? Czy chce przede wszystkim wieść wygodne życie? Każdy cel będzie miał inne środki do niego prowadzące.
W najbliższych tygodniach przekonamy się, z jakiej gliny jest Donald Tusk. Czy jest takim politykiem, jakiego pamiętamy sprzed roku 2005. Czy takim jakiego znamy od debaty z Jarosławem Kaczyńskim w 2007 roku. To są dwie zupełnie inne kreacje. A może dwaj zupełnie inni ludzie.
Jeśli Donald Tusk chce zaspokoić własną ambicję i wrócić do stylu życia, jaki wiódł przed 2005 rokiem, decyzja jest prosta. Grupa kolegów zmieni się ale styl życia w Pałacu, będzie przypominał styl życia w gabinecie najpierw wicemarszałka Sejmu, potem przewodniczącego partii. Plus powolna likwidacja prezydentury, jaką znamy dziś. Przecież prezydent Tusk powinien być wierny obietnicom premiera Tuska. Najpierw więc osłabione zostanie weto a potem zlikwidowane wybory powszechne. Dla piłkarza Tuska byłoby to przejście z ataku do obrony.
Tusk z roku 2007 w górę powinien wybrać pozostanie w ataku. W europejskich kategoriach nic wielkiego jeszcze nie osiągnął. Jest dużo za wcześnie na pałacową emeryturę. Rozejrzyjmy się po kontynencie.
Portugalia- od 85 roku, jeden premier rządził 10 lat, drugi 7, kolejny wygrał niedawno reelekcję po 4 latach
Hiszpania- od 82 roku, jeden premier rządził 14 lat, drugi 8, trzeci będzie rządził co najmniej 8
Irlandia- tu częstsze zmiany, ale Bertie Ahern skończył niedawno po 11 latach
Wielka Brytania- od 79 roku, najpierw 11 lat, potem 7, potem 10
Belgia- od 81 roku, najpierw 11 lat, potem kolejni 7 i 9 lat
Dania- od 82 roku, premierzy rządzili 11, 8, 8 lat
We Włoszech, jak wiadomo premierzy zmieniają się jak rękawiczki, ale Berlusconi jest już trzeci raz i na prezydenta Republiki się nie wybiera.
Przykładów można znaleźć dużo więcej. Polityczny sukces określa się w Europie czasem utrzymywania się przy władzy. Czasem, jaki dostaje się od wyborców na realizację programu. Trzy lata Donalda Tuska stanowią tu raczej marną włoską średnią, niż dobrą europejską. W Europie sukcesu w polityce nie mierzy się sięgnięciem po łatwą wygraną tylko zwycięstwem w walce o dużą i trudną.
Zupełnie nie przekonuje mnie argument: “ludzie nie zrozumieją, że Donald Tusk nie wystartował”. Stawiam tezę dokładnie odwrotną. Polacy wzruszeniem ramiom przyjmą decyzję o stanięciu do kampanii prezydenckiej. Jest to od tak dawna tak oczywiste, że nie zrobi na widzach wielkiego wrażenia. Są wydarzenia na które tak długo czekamy, mamy wobec nich tak wysokie oczekiwania, że gdy wreszcie nadchodzą, nie są trzęsieniem ziemi. Bywają rozczarowaniem.
Dokładnie odwrotnie jest z nie- kandydowaniem. Taka decyzja, już w momencie ogłoszenia, uczyniłaby Tuska kimś wyjątkowym. Rezygnacja w prestiżu, zaszczytu, wygody, emerytalnego zabezpieczenia i mnóstwa innych rzeczy, budziłaby szacunek. To by była decyzja, której Polacy nie przyjęliby wzruszeniem ramion. To byłaby decyzja pokazująca, że chodzi o coś więcej niż o wygodę, czy realizację prywatnej ambicji.
W końcu czy Donald Tusk nie jest za młody na symbolizowanie państwa? Spójrzmy, jak to jest w Europie.
Prezydent Włoch- rocznik 1925
Prezydent Grecji- rocznik 1929
Prezydent Chorwacji- rocznik 1934
Prezydent Austria- rocznik 1938
Prezydent Portugalii- rocznik 1939
Prezydent Czech- rocznik 1941
Prezydent Słowacji rocznik 1941
Prezydent Niemiec- rocznik 1943
Prezydent Finlandii- rocznik 1943
Co Donald Tusk, rocznik 1957 chce robić w tym szacownym, emeryckim gronie? Równolatkami będą tylko prezydenci Republik Bałtyckich.
Aleksander Kwaśniewski miał odchodząc z Pałacu 51 lat i był to początek jego emerytury. Donald Tusk będzie miał 63 lata w 2020 roku.







Czytam co pisze pani Janina i dziwię się naiwności prezentowanej w jej analizie: Pozostanie Tuska na stanowisku premiera i szefa partii daje gwarancję, że proces modernizacji kraju będzie kontynuowany, a przyjaźniejszy prezydent stwarza szansę odblokowania głównych projektów Platformy. Co gwarantuje? Dlaczego miałoby gwarantować??? Czy polityk, ten czy inny, kiedykolwiek cokolwiek gwarantuje samym faktem bycia na jakimś stanowisku??? Dramat…
Jeśli przyjmiemy założenie, że Donald Tusk jednak chce kandydować w tych wyborach, to burza pod tytułem “kandyduje – nie kandyduje” nie jest tylko czczą gadaniną. Jak Pan Redaktor napisał decyzja o kandydowaniu nie wywołałaby żadnej reakcji wśród społeczeństwa. A teraz dzięki rozsiewaniu wątpliwości przez wielu polityków PO uda się uzyskać efekt zaskoczenia i swego rodzaju wyjątkowości tej decyzji. Myślę, że MOŻE to być zaplanowana strategia medialna.
Jarosław Kaczyński był za stary na bycie premierem, a Marcinkiewicz nigdy nie powinien nim być.