Każda kampania ma w sobie coś z wielkiej zabawy w świętego Mikołaja. Ale ta zaczyna bić rekordy. Kandydaci sięgają po coraz bardziej czytelne zabiegi, obiecują coraz więcej i coraz mniej realnie. W tle toczy się kolejna psychologiczna rozgrywka o środową debatę – zaczynam podejrzewać, że Platforma, po niedzielnym sukcesie, ma ochotę z niej zrejterować. Powoli cichnie batalia o dopłaty, każda ze stron ma w niej coś na sumieniu, więc żadna nie prze do dogrywki sądowej.
Bronisław Komorowski – dla mnie w dół, ale może to subiektywne
Od paru dni słyszałem o pomyśle sięgnięcia po Barbarę Blidę w tej kampanii. Nie chciało mi się w to wierzyć, ale jednak…. Moje, i może tylko moje, wyczulenie, nie pozwala bić braw, gdy kandydat sięga po takie zagrywki jak spotkanie z mężem posłanki SLD. Spotkanie, co skrupulatnie podkreślano, ogłoszone „prywatnym”, które jednak za prywatne, na cztery dni przed wyborami, ciężko uznać. Gdyby z p. Blidą spotkał się prywatnie któryś z liderów lewicy, polityków, którzy dobrze znali jego żonę i jego – można by przy dużej dozie dobrej woli uznać, że nic w tym nadzwyczajnego, gdy robi to polityk Platformy na kilometry pachnie to czymś, co liderzy PO piętnują w tej kampanii – czyli sięganiem po tragedię w celach wyborczych. Mniejszy kaliber, ale też, co najmniej dyskusyjny, to obiecywanie studentom powrotu 50 procentowych zniżek kolejowych. Tak nagle? Po tym gdy przed dwoma laty odrzucono dokładnie ten sam pomysł PiS? W apogeum kłopotów budżetowych? Albo ktoś składa obietnice bez pokrycia, albo w ramach akcji „wszystkie ręce na pokład” minister finansów postanowił pomóc kandydatowi. Każda z tych alternatyw wygląda ponuro…. I choć może marszałek uciuła dzięki temu parę punktów, to ja zgłaszam swoje wotum separatum od takich pomysłów
Jarosław Kaczyński – w dół
„Jarosław przegrał debatę i jakoś siadł w nas entuzjazm” – powiedział mi dziś jeden ze sztabowców Kaczyńskiego. I rzeczywiście w PiSie jakoś mniej entuzjazmu i wiary w zwycięstwo. Sztab w defensywie, pozwala sobie narzucać tematy dyskusji i broni się przed zarzutami. Głównym pomysł dzisiejszego dnia, to powrót do idei Igrzysk Olimpijskich w Polsce. Patrząc jak męczymy się z Euro trudno uznać to za pomysł szczególnie nośny. I jakoś nie chce mi się wierzyć, by wyborcy pokochali prezesa PiS akurat za to, że chce budować kolejne stadiony, tory czy hale.











Napieralski nie popierając żadnego i tak pomógł mojemu kandydatowi.
Dla mnie duży minus za wizytę Komorowskiego u Blidy. Straszny cynizm i hipokryzja.
Myślę, że sztabowi Kaczyńskiego udało się przekonać, że to on miał rację w sprawie Białorusi. Fajne było przytoczenie słów Klicha i samego Marszałka. Dobrego wywiadu w TOK FM udzielił również Paweł Kowal. Spotkanie ze środowiskiem rolniczym chyba też należy zaliczyć do udanych. Zresztą chłop swój rozum ma i doskonale zdaje sobie sprawę, że wybór Kaczyńskiego jest dużo bardziej korzystny dla wsi. Warto też przytoczyć niezły bon mot Kaczyńskiego z Wrocławia: „żadnego 6:0 z Hiszpanią. To Polska ma zwyciężać!”.
Prawdą jest jednak, że sztabowi Kaczyńskiego zabrakło czegoś mocnego na koniec kampanii. Moim zdaniem, Kaczyński powinien przedstawić (o czym w „Polsce” mówił Balazs) kilka umiarkowanych osób ze swojej ewentualnej przyszłej kancelarii. Myślę, że to mogłoby być decydujące dla zwycięstwa.