W niedzielę o 17.00 odbyła się narada u premiera Donalda Tuska. W jej trakcie Janusz Palikot zaproponował polityczną ofensywę. Wieczór wyborczy potwierdził założenia tej ofensywy. Wynik B.Komorowskiego jest słaby, J.Kaczyńskiego dobry a Napieralskiego dla rozstrzygnięcia kluczowy.
Palikot proponuje wejście w koalicję PO- SLD. Grzegorz Napieralski zostaje wicepremierem. Sojusz dostaje kilka tek. Reakcje Donalda Tuska była bardzo wstrzemięźliwa. Podobnie Bronisława Komorowskiego. Szefa rządu świetnie rozumiem. Ten ruch czyni go bezpośrednio odpowiedzialnym za wynik wyborów. Co więcej oznacza tygodnie wstrząsów w ustabilizowanym, a nawet nudnym rządzie. Oznacza wyzwania. Po co je podejmować, skoro 2% Waldemara Pawlaka oznacza, że ludowcy się nie liczą i powinni korzystać z okazji, aby siedzieć cicho.
Pomysł Palikota znacząco zwiększa szanse na zwycięstwo Bronisława Komorowskiego. Lewica jest po wyniku Napieralskiego w rozpędzie. Ma zmobilizowaną bazę. Ma ludzi w regionie, którzy jeszcze 12 dni mogliby robić kampanię. Michał Krzymowski we Wprost pisze dziś, że Grzegorz Napieralski jest zainteresowany wejściem do gabinetu. Rozmówca gazety twierdzi, że szef SLD chciałby zostać wicepremierem od nauki i nowych technologii.
Zastanawiam się nad szczerością tych słów. W interesie SLD leży raczej osłabianie Platformy, a nie wchodzenie teraz do rządu. W interesie SLD jest raczej przegrana B.Komorowskiego, niż jego zwycięstwo. Słabsza Platforma oznacza silniejszy Sojusz.
A co by to oznaczało dla PSL? Cóż, kogo to obchodzi? 2% Waldemara Pawlaka zupełnie inaczej ustawia tę grę.











Nie popierając nikogo utraci swój kapitał, a popierając Kaczyńskiego umoczy ręce w krwi Barbary Blidy.
Sądzę, że to totalna bajka. PO tylko wypuszcza kontrolowany przeciek. Gdyby okazało się to prawdą, Tusk zostałby uznany za handlarza stołków. Tak samo jak Begger i Lipiński – identyczna sytuacja, tylko na większą skalę.
Dla mnie to tylko sygnał dla lewicowego elektoratu, że po wyborach w przyszłym roku, jeśli PSL nie wejdzie do parlamentu, to PO i SLD mogą tworzyć koalicję. I nic więcej.
Napieralskiemu natomiast nawet nie jest to na rękę.
Na rękę nie jest również mu poprzeć PiS. Jego wyborcy i tak nie poprą Kaczyńskiego. Więc obstawiam, że nikogo nie poprze.
I okazuje się, że Napieralski stał się zakładnikiem swojego „Sukcesu”.
Raz, że uzyskał tylko tyle % głosów, ile LiD w wyborach do Sejmu w 2007 roku, dwa, że jak poprze Kaczyńskiego, to będzie jego koniec, a jak poprze Komorowskiego, to też będzie jego koniec (i lewicy), a jak nikogo nie poprze- jak wyżej.
Ale już w tej kadencji pokazał, że niespecjalnie potrafi poruszać się między POPiSem z pożytkiem dla swojej partii. Teraz też tak może być.
Niezazdroszę Napieralskiemu.
gwoli ścisłości, to Napieralski uzyskał nieco więcej głosów niż LiD, ale nie zapominajmy, że:
1. nie patronował mu Kwaśniewski (trzeźwy nawet);
2. był kandydatem jednej partii, bez „nieodzownych” Borówek i innych ozdobników i kochanych przez media popłuczynach po Unii Wolności.
Więcej na moim blogu (adres wyżej)
Nich sobie Napieralski przypomni co o nim dwa lata temu mówiło PO:
http://www.youtube.com/watch?v=o-nzEBqxkWA