Wydarzenia Polsatu dowiedziały się w czterech, niezależnych od siebie źródłach, że Bronisław Komorowski chce dokonać rewolucji w prezydenturze. Rewolucji lokalowej.
Prezydent elekt w czasie kampanii wyborczej powiedział grupie najbliższych współpracowników i potwierdził to potem w co najmniej jednej prywatnej rozmowie, że nie chce wyprowadzać się z mieszkania na Powiślu do Pałacu Prezydenckiego. Pierwsza para ma w przedwojennej kamienicy 159 metrowe mieszkanie. Jego wnętrza są częściowo znane, dzięki reklamówce wyborczej kandydata. To w tym miejscu Anna Komorowska podawała mężowi zupę.
Prezydent Komorowski chce w mieszkaniu zostać, także po zaprzysiężeniu. Nie chce mieszkać w znacznie większym, bo kilkuset metrowym mieszkaniu na drugi piętrze Pałacu Prezydenckiego przy Krakowskim Przedmieściu. O apartamentach prezydenckich mówi się głównie złe rzeczy. Prezydencki salon jest wielkości znanej z nominacji rządowych Sali Kolumnowej (300- 400 metrów kwadratowych). Wnuczki Lecha Kaczyńskiego jeździły w nim na rowerach. Apartamenty mają także tę wadę, że łazienki są tylko na jednym i drugim skraju. Jeśli na przykład nocują goście, trzeba przejść przez ich pokoje, by umyć ręce.
Z mieszkaniem na Powiślu jest oczywiście gigantyczny kłopot. Kamienica ma wejścia z dwóch różnych stron. BOR musiałoby zrobić przy nich posterunki. Ulica zostałaby zamknięta dla ruchu, a każdy wchodzący byłby starannie kontrolowany. Dla sąsiadów to koszmar.
Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński także chcieli mieszkać w swoich mieszkaniach po wyborze na stanowisko. A.Kwaśniewski zrezygnował po trzech miesiącach, widząc że sąsiadów trafia szlag. Lech Kaczyński przeprowadził się po tym, gdy niezrównoważony pschychicznie mężczyzna rzucił koktailem Mołotowa w posterunek BOR na ulicy.
Bardziej rewolucyjna jest druga część planu prezydenta elekta. Chce urzędować w Belwederze, a nie w Pałacu przy Krakowskim Przedmieściu. Bronisław Komorowski uważa, że Lech Kaczyński potrzebował tak dużego pałacu i tak dużej kancelarii, bo tworzył „rząd na uchodźctwie” dublując niektóre funkcje rządu. Komorowski chce znacząco zredukować kancelarię.
Byłaby to realizacja obietnicy Donalda Tuska z 2005 roku. Jako kandydat na prezydenta obiecywał tanie państwo i mały Belweder. Bronisław Komorowski także chce prezydentury małej, skromnej i o ograniczonych ambicjach. Niewielki Belweder byłby symbolem takiej prezydentury. Potwierdzenie tej informacji otrzymałem w trzech źródłach.
Wszystko o czym piszę to sprawozdanie z planów Bronisława Komorowskiego. Jego współpracownicy podkreślają słowo „plany”. Jak bowiem będzie ostatecznie, przekonamy się w najbliższych tygodniach. Biuro Ochrony Rządu nieoficjalnie są mocno skonfudowani planami mieszkania prezydenta w kamienicy na Powiślu. Belweder jako siedziba głowy państwa może okazać się za mała i niefunkcjonalna. Trudno byłoby tam zmieścić nawet najbliższych urzędników prezydenta. Choć z drugiej strony jeden z najbliższych ludzi Bronisława Komorowskiego powiedział mi, że „dla historyka, ta wielka, historyczna przeszłość Belwederu ma olbrzymią wartość”. Zobaczymy.











NIE!!!!!!! Czy on jest idiotą? Wyobrażacie sobie, żeby Prezydent USA rezygnował z Białego Domu i mieszkał w mieszkanku? Bronek, ogarnij się!
Tanie nie powinno oznaczać dziadowskie.
Ja rozumiem, że Belweder ma duża wartość dla historyka (aczkolwiek mieszkał w nim zarówno Piłsudski jak i wielki książę Konstanty, Ludwig Fischer, Bierut a potem urzędowała Rada Państwa) ale myślę, że odległość 50 metrów od ruchliwych Ujazdowskich, łukiem okalających pałac nie dodaje temu miejscu dostojności.
Bardzo dobrze sprawdza się jako miejsce uroczystych nominacji i uroczystości oraz miejsce w którym mieszkają głowy obcych państw z wizytami. I tak powinno zostać.
Pomijając już fakt, że uśmiech na twarzy będzie budzić zestawienie wielkiej KPRM z malutkim Belwederem po drugiej stronie ulicy. Szczególnie w obliczu zarzucania Marszałkowi bycia kukiełką w rękach Tuska.
Prawo Kopernika słusznie mówi, że lepsze jest gorsze od dobrego.
Choćby z racji przyzwoitości dziennikarza, który zajmował się kampanią prezydencką warto by wspomnieć, że o pomyśle przeniesienia siedziby do Belwederu mówił głośno Janusz Korwin-Mikke –>http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/korwin-mikke-za-przeniesieniem-siedziby-prezydenta-do-belwederu,59758,1
Bądź, co bądź czwarty w wyścigu do fotela.
Belweder ma takie znaczenie historyczne, że mieszkali tam poprzednicy Bronisława Komorowskiego: Prezydent Narutowicz, Prezydent Wojciechowski, po części Prezydent Mościcki, Prezydent Jaruzelski i przez większą część kadencji Prezydent Wałęsa. Jeśli patrzeć na wartość historyczną, to niech Komorowski przeprowadzi się na Eaton Square, gdzie też jest siedziba polskich Prezydentów. Od 16 lat to Pałac Prezydencki jest jednym z symbolów polskiego Prezydenta. Czemu Komorowski chce to zniszczyć?
Zobaczymy……
A ja mu sie nie dziwie. PiS zrobil z Palacu mauzoleum Kaczynskiego. Sam fakt tych trumien, ktore lezaly w holu przez tydzien, powoduje ze zbiera sie na wymioty. Przed palacem postawiono tez tandetny krzyz (ktorego nikt nie ma odwagi usunac) wokol ktorego wciaz plona znicze. Nie ma tez dnia bez krzykow i demonstracji. Jestem tez pewien ze Solidarni2010 nie odpuszcza i beda regularnie dziesiatego kazdego miesiaca robic „noc dlugich nozy”
Wałęsie wystarczało 60 urzędników, więc spokojnie mógł się zmieścić w Belwederze i Kancelarii na Wiejskiej. Lech Kaczyński miał tych urzędników około 600. Przeniesienie siedziby do Belwederu byłoby symbolem pozytywnych zmian w stylu sprawowania władzy i skończeniem z tzw. Bizancjum. Komorowski ma szansę na wykształcenie nowych tradycji i zwyczajów w zakresie sprawowania obowiązków przez prezydenta.
Pomysł korzystania z własnego mieszkania uważam jednak za poroniony. Polacy oczekują, że ich prezydent będzie stanowił pewien majestat, a nie codziennie jeździł do pracy na określone godziny.
nie wiem skad wziela sie liczba 600 urzednikow u kaczynskiego? jest ich 300! te 600 kiedys ktos podal i tak zyja wirtualnie dlugo i szczesliwie…
Pisze się i mówi „skonfundowani”, nie „skonfudowani” :S
Pozdrawiam,
Anglik
W pełni zgadzam się z Maxem. Pałac Prezydencki leży przy najbardziej dostojnej ulicy miasta i tak powinno pozostać, a nie przenosić się lichego Belwederu, tuż obok ambasady Rosji, tam, gdzie Aleje Ujazdowskie zaczynają schodzić w dół. Szczególnie po 10 kwietnie, Pałac Namistnikowski stał się symbolem władzy prezydenckiej. Myślę jednak, że Komorowski się opamięta.
To nie Prof. Lech Kaczynski zwiekszyl liczbe pracownikow kancelarii. To zrobil Kwasniewski, u ktorego pracowalo co najmniej 560 pracownikow. Przezydent Moscicki mial ich tylko 60. Komorowski po prostu boi sie mieszkac w Palacu Prezydenckim, gdyz mial swoj odzial w hekatombie pod Smolenskiem.