Konrad Piasecki od rana ustalał szczegóły niedzielnej debaty Bronisława Komorowskiego z Jarosławem Kaczyńskim. Z jego ustaleń wyłania się niestety przykra rzeczywistość. Scenariusz jest mniej więcej taki:
1. Powitanie i wprowadzenie
2. I część- 1 minuta na wstęp każdego z kandydatów
3. 3 pytania dziennikarzy i po 2 minuty na odpowiedź
4. 2 minutowe podsumowanie każdego z kandydatów
I tak w kółko przez trzy tury. Platforma nie zgodziła się na możliwość zadawania sobie pytań przez samych kandydatów. To oznacza, że jeżeli oni nie złamią ustaleń sztabów i nie wejdą ze sobą w spór, będziemy mieli kolejne nudne odpowiadanie na przewidywalne pytania.
To formuła bardzo bezpieczna dla kandydatów. Ale jest to jednocześnie formuła dworska, zakładająca że polityk przemówi, a my tego wysłuchamy w milczeniu, bez prawa zadania pytania.
Jestem bardzo rozczarowany decyzjami sztabów. Zamiast debaty dostajemy produkt debatopodobny. Tyle że prezydenta mamy wybrać naprawdę.











Żenada. Po prostu nas zlekceważyli. Może my powinniśmy zlekceważyć debatę?
Na razie jest mowa o niedzielnej debacie. Może do środy sztabowcy zmienią zdanie.
Pomysłem Platformy były pytania wzajemne po każdej części. Na to przystała JKR, lecz przy kolejnym spotkaniu w towarzystwie Bielana rozpoczęli ustalenia od nowa, wg których brak takiej możliwości… Były negocjacje odnośnie jednego pytania, ale nie mogli się dogadać…
To, że powiedział tak poseł Nowak, nie znaczy, że tak było rzeczywiście. Ale jeśli masz racje, to dziwię się sztabowi Kaczyńskiego. To Komorowski powinien raczej obawiać się gaf, o które dużo łatwiej w bezpośredniej konfrontacji.
Luke, wszystko wskazuje na to, że się mylisz. To sztab Komorowskiego „jest ostrożny”.
Polecam: http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/,1,3311922,aktualnosc.html
Komorowski to jedna wielka gafa – nic dziwnego, że pęka…