Wróciliśmy z Pragi dopiero około pierwszej nad ranem, więc ominęło mnie kilka ciekawych polskich tematów. Z których godna zapamiętania jest niestety nieobecność Lecha Kaczyńskiego na dorocznym expose Ministra Spraw Zagranicznych.
Formalnie łatwa do wyjaśnienia, bo prezydent był na Litwie. Ale jak pisze dziś w Gazecie Wyborczej Ewa Milewicz: „Trafić na Litwę akurat w dzień debaty sejmowej nie było łatwo„.
Lech Kaczyński, reprezentujący według Konstytucji Polskę za granicą i głośno domagający się uznania swoich kompetencji w tej dziedzinie, powinien wczoraj w Sejmie być. Z punktu widzenia kampanii wyborczej byłaby to obecność bardzo znacząca. Uścisk ręki z Sikorskim po zakończeniu przemówienia, byłby na miarę generała Jaruzelskiego w samolocie.
Lech Kaczyński nie był zdolny tego zrobić, za co w barometrze w tym tygodniu, dostanie zapewne strzałkę w dół. „Zapewne”, bo jutro jeszcze arcyważne obchody w Katyniu.











Ja bym dodał jeszcze, że w dniu jego wizyty Litwini, na których przecież stawiał jako na strategicznego partnera, przegłosowali ustawę o pisowni polskich nazwisk. To kolejna klęska po upadku Juszczenki na polu wschodniej polityki zagranicznej Prezydenta.
Cały Lech Kaczyński.