W każdej kampanii nadchodzi czas na odpowiedź na podstawowe pytanie: „Czy wygrywamy”. Tydzień przed pierwszą turą, trzy tygodnie przed drugą, ten czas nadchodzi dla Platformy. I odpowiedź może być tylko jedna: nie, Platforma tej kampanii nie wygrywa. Nie zawsze „nie wygrywa” oznacza, że przegrywa. Ale oznacza to dziś. Prawie każdego dnia Platforma tę kampanię przegrywa.
Od wielu tygodni Jarosław Kaczyński jest na niosącej go fali. Media piszą i mówią o nim więcej, niż o Bronisławie Komorowskim. Wyborcy dyskutują o nim więcej. Budzi nieporównanie żywsze emocje od konkurenta z Platformy.
Opisując tę sytuację, wyobrażam sobie tor Formuły 1. Czerwony bolid Ferrari wyrobił w pierwszej części wyścigu kilka okrążeń przewagi. W drugiej części wyścigu jego główny konkurent ze stajni Renault dostał kopa i gwałtownie skraca dystans. Ferrari jedzie swoim tempem, wierząc że dotrze do mety, zanim dogoni go Renault.
Platforma jedzie dziś swoim tempem, sądząc że wyścig się skończy zanim Prawo i Sprawiedliwość dogoni Bronisława Komorowskiego.
Sztab kandydata Platformy wyróżnia się sprawnością i dobrą organizacją. Są plakaty, ulotki, 1,5 miliona mieszkań do odwiedzenia. Wszystko jest OK. Ale brakuje politycznych inicjatyw. Pomysł z Markiem Belką i z Radą Bezpieczeństwa Narodowego był bardzo dobry. Ale trzeba czegoś więcej. Bronisław Komorowski niezbędnie potrzebuje też w swoim otoczeniu człowieka, który będzie panował nad przekazem politycznym na każdym spotkaniu i dbał o najmniejsze szczegóły. W sztabie SLD taką rolę pełni Tomasz Kalita. Zadba żeby nie było wpadki, zadzwoni do dziennikarza z ciekawą informacją, poprawi krawat i podsunie do ucha dobrze brzmiącą odpowiedź na pytanie reportera (sound bite). Każdy kandydat takiego człowieka od wszystkiego potrzebuje, ale Bronisław Komorowski go nie ma.
Przekaz Platfomy nie jest spójny. Hasło „Zgoda buduje” jest sprzeczny z działaniami Janusza Palikota. Donald Tusk powiedział trzy tygodnie temu: „Nie boję się powrotu IV RP”. A wczoraj w Lublinie Janusz Palikot opiera cały swój przekaz na straszeniu IV RP.
Wiec w Lublinie był prawdopodobnie najmocniejszą w tej kampanii próbą „zdemaskowania” Jarosława Kaczyńskiego. Próbą wepchnięcia go z powrotem do kłótliwego narożnika. I ta próba się nie udała. Jeśli nie udało się wczoraj, Platformie nie uda się to zapewne do końca kampanii.
Jarosław Gowin powiedział dziś w Sejmie: „Palikot strzelił nam w kolano tym wiecem”. Nie zgadzam się z tym. Nawet posłowie PIS mówią, że to co robi poseł Platformy ma polityczny sens. Palikot podjął próbę mobilizacji elektoratu Platformy. Sondaże mogą podcinać skrzydła lokalnym działaczom PO. Palikot próbuje odbudować ich wiarę w sens prowadzenia męczącej kampanii. Była to też próba odzyskania młodych wyborców. Jeden Palikot Platformie na pewno nie wygra wyborów.
Platformie nie udało się dotąd określić o co chodzi w tych wyborach. Wyborcy widzą spokojnego Jarosława Kaczyńskiego i nie kupują oskarżania go o najgorsze przestępstwa. Wyborcy widzą, że w czasie powodzi tylko silne państwo daje radę, więc nie kupują haseł PO, że im mniej państwa tym lepiej.
Jarosław Kaczyński tymczasem już zdefiniował spór: PO chce sprywatyzować państwo. Ja chcę państwa silnego. To dopiero pierwsza definicja. Na kolejnych spotkaniach z wyborcami będą kolejne. Kaczyński jako pierwszy zaczął organizować duże wiece. Mają one nieporównanie większy „power” wyborczy, niż kameralne spotkania, jakie robi Bronisław Komorowski. Komorowski organizuje duży wiec w niedzielę. Ale tam będzie mowa o powodzi i wątpię by był to dobry moment na definiowanie przekazu politycznego innego niż „pomóżmy powodzianom”.
Nie twierdzę, że Bronisław Komorowski nie dowiezie posiadanej dziś przewagi do końca. Ale wynik 52 do 48, czy nawet 55 do 45, rozpocznie nową polityczną erę. I całoroczny wyścig, w którym wszystko jest możliwe, a meta dopiero podczas wyborów parlamentarnych w 2011 roku.











Porównywanie JK do Kubicy mógł Pan sobie jednak darować :)
Spokojnie… Damy radę! ;)
Jeśli szerzej popatrzeć na polityczny kontekst, to na zwycięstwie powinno zależeć tylko Komorowskiemu. Kaczyński – o czym się mówi – bardziej zyska na przegranej 48/52, by wygrać to, na czym mu zależy – premierostwo w 2011. Dla Tuska łatwiej jest mieć dalej Kaczyńskiego jako Prezydenta, by grać to co wcześniej. Biedny Komorowski tylko się stara wygrać, bo jemu tylko na tym zależy, ale to chyba może być za mało :)
Panie Tomku chyba upal Panu zaszkodzil. Trzeba duzo wody pic, to nie bedzie mial Pana halunow i omamow
Nie zgadzam się z Pańską tezą, że JK wygrywa kampanię dzięki znakomitym działaniom zarówno swoim jak i sztabu. To iż w ocenie części dziennikarzy tak jest zawdzięcza jedynie mediom, pragnącym zaciętego boju pomiędzy dwoma kandydatami. Jest on wręcz przez większość wspierany (pomijam TVP bo to wiadomo) jako ten goniący… np. nie rozumiem czemu dziennikarze nie potrafią przycisnąć JK tak, aby był zmuszony odpowiedzieć na wszystkie pytania podczas konferencji prasowej? Nie widzę tu symetrii w porównaniu do spotkań prasowych BK. Jak dotąd większość dziennikarzy przyjmuje bezkrytycznie wszystkie ochłapy, które rzuci sztab JK – reglamentowane, autoryzowane wywiady, konferencje prasowe na 15 min. przed ważnym spotkaniem (tak aby nie było szans dopytać). Obiektywny dziennikarz potrafiłby przycisnąć i doprowadzić do wywiadu „na żywo” bez cięć i autoryzacji. Jak takie wywiady czy konferencje się kończą widzieliśmy w Jaśle, kiedy pokazał się prawdziwy JK. Postulat: proszę codziennie, kilka razy dziennie przypominać na antenie o zaproszeniu i jego unikaniu przez kandydata! Wracając do debat – czemu żadna stacja nie transmitowała tej na UW, gdzie nie stawił się JK i GN? Natomiast czemu wszyscy dziennikarze oczekują aby BK podporządkował się ustaleniom pomiędzy Panami Bielanem i Janeckim? Tylko naiwna osoba wierzy iż w obecnej sytuacji TVP wszyscy mieliby równe szanse… Myśli Pan, że JK przystałby na formułę podobną z poprzednich wyborów – tzn. trzy telewizje, trójka niezależnych dziennikarzy? Proponuję też o to zapytać!
Marny z pana dziennikarz, u nas w mieście też są tacy zależni dziennikarze partyjni, pan do nich się zalicza
Sytuacja staje się zabawna. Wygląda, że Tuskowi nie zależy za bardzo na zwycięstwie Komorowskiego, bo łatwiej jest rządzić z kolejnym Kaczyńskim tak jak dotychczas. Kaczyński woli przegraną 48/52 bo łatwiej mu osiągnąć to, o czym marzy – premierostwo. Tylko Komorowski się stara, ale to może się okazać za mało…
smaczku wyścigowi dodaje fakt, że Renault w tym akurat wyścigu bynajmniej nie chce wygrać ;)