Bardzo ładnie Platforma, Radosław Sikorski i Pałac Prezydencki rozegrali sprawę haków.
Jako pierwszy w Sejmie Paweł Graś, rzecznik rządu przerzucił piłkę na pole przeciwnika:
Oczekujemy, żeby w tej poważnej sytuacji głowa państwa wypowiedziała się, czy sposób prowadzenia kampanii wyborczej narzucony przez jego brata mu odpowiada i czy to jest ten sposób kampanii, który będzie przez najbliższe dni i tygodnie akceptował. Oczekujemy także ustosunkowania się do tych bardzo poważnych zarzutów, które zostały postawione.
Sprytne. Stawiało Lecha Kaczyńskiego w trudnej sytuacji. Albo opowie się „za hakami”, co byłoby fatalne dla jego nowego wizerunku. Albo opowie się przeciwko własnemu bratu, co jest niekomfortowe emocjonalnie dla prezydenta.
Minister Władysław Stasiak umiał się jednak znaleźć w tej sytuacji:
Nie będziemy w Pałacu Prezydenckim, i mówię to też w imieniu pana prezydenta, nie będziemy się babrać w sprawach hakowych, mamy poważne sprawy do załatwiania, poważne problemy do rozwiązywania- powiedział minister po czym długo opowiadał jakie poważne sprawy ma do załatwienia pan prezydent. Dodał też, zgodnie z prawdą, że Jarosław Kaczyński nie użył w rozmowie słowa „haki”. Dodali je dziennikarze.
I wreszcie Radosław Sikorski, który po spotkaniu z prezydentem stanął na tle pięknie oświetlonego pałacu prezydenckiego i oświadczył:
Ja marzę o Polsce, w której kampanię polityczną będzie się prowadziło przedstawiając swoją wizję i to, co możemy zrobić dla Polaków, a nie przy pomocy haków.
I to było prawdziwe, prawie prezydenckie I have a dream.











Władysław Stasiak jest bardzo kompetentnym urzędnikiem i szkoda, że jest w ekipie PiS-u. Kaczyńscy pociągną go za sobą. Na dno. A haki i tak wrócą. Kurski przecież czeka.