Po sporze o miejsce pochówku, pytanie wydaje się retoryczne.
Miłada Jędrysik w Gazecie Wyborczej zwraca dziś uwagę na dwa teksty prawicowych publicystów. Marcin Wolski w Gazecie Polskiej napisał wiersz o śmierci Lecha Kaczyńskiego. Zdzisław Krasnodębski w Rzeczpospolitej opisał to prozą. Wiersz poniżej, tekst Miłady jest tu.
Tak jak pisałem dwa dni temu – coś złego wisi w powietrzu.
Prawdę mając na ustach, a kłamstwo w kieszeni,
będąc zgodni ze stadem, z rozumem w konflikcie,
dzisiaj lekko pobledli i trochę strapieni,
jeśli chcecie coś zrobić, to przynajmniej milczcie.
Nie potrzeba łez waszych, komplementów spóźnionych,
waszej czerni, powagi, szkoda słów, nie ma co,
dzisiaj chcemy zapomnieć wszystkie wasze androny,
wasze żarty i kpiny wylewane przez szkło.
Bo pamięta poeta, zapamięta też naród,
wasze jady sączone bez ustanku, dzień w dzień.
Bez szacunku dla funkcji, dla symbolu, sztandaru…
Karlejecie pętaki, rośnie zaś jego cień!
Jego wielkość doceni lud w mądrości zbiorowej.
Nie potrzeba milczenia mącić fałszu mdłą nutą.
Na kolana, łajdaki, sypać popiół na głowę!
Dziś możecie go uczcić tylko wstydu minutą!











niesamowita treść… ale im wszystkim dowalił…
Rozumiem ze ten wiersz skierowany jest rowniez do Radia Maryja, ktore jeszcze calkiem niedawno opluwalo pare prezydencka. Wszyscy chyba pamietaja teksty o szambie i perfumerii.
odpowiedni tekst…skierowany do odpowiednich ludzi…
Gdyby nie media, nikt by tego tekstu nie znał, bo nikt Gazety Polskiej nie czyta. Po co ten szum…
Niech się wykrzyczą i wypiszą, niech ustanowią Lecha świętym i pochowają na Wawelu. Czy to coś zmieni? Czy to ustanowi Lecha Kaczyńskiego bohaterem narodowym?Czy to zmieni odczucia na temat prezydentury Lecha Kaczyńskiego? Jestem pewien, że nie.
I żal mi wszystkich innych tragicznie zmarłych. Bo jeśli Lech Kaczyński zginął przez zaszczucie, to przez co zginęłi oni?
Była to przypadkowa tragedia o okropnych skutkach i nie ma co do niej przyprawiać ideologii.
Ten spór jest żałosny, a ludzie mają kompleksy.
Pan Wolski pomylił chyba żal z powodu śmierci człowieka, z ubolewaniem że skończyła się dość mierna prezydentura. Otóż mamy ciąg dalszy dzielenia społeczeństwa na tych, którzy dumnie stoją ze sztandarem i na „łajdaków”, którzy stojąc tam gdzie kiedyś stało ZOMO powinni sypać na głowy popiół.
Literatura polska pełna była „poezji” pisanej na zamówienie polityki (szczególnie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych). Tam też przeciwstawiano jasny, czysty proletariat, który z góry patrzył na karłów wrogiej reakcji. Nie oszukujmy się. Za dziesięć lat spytani o prezydenturę Lecha Kaczyńskiego będziemy mogli powiedzieć tylko, że była gwałtownie i tragicznie zakończona. To, że ktoś nagle umiera nie wybiela jego czynów i nie potęguje zasług. W dalszym ciągu pamiętamy jak „wielki” prezydent zwraca się do ludzi – „spieprzaj dziadu”. Ogólnie – słaba rymowanka zapowiadająca powstanie sekty wyznawców Prezydenta Veto.
Andrzej