Piszę „w Zagłębiu”, bo tylko raz, w rozmowie z zupełnie przypadkowych przechodniem użyłem w Dąbrowie Górniczej słowa „Śląsk” i dostałem po uszach. Ma to dla mieszkańców Dąbrowy i Sosnowca wielkie znaczenie. I Bronisław Komorowski tego pilnował.
Przyjechał by zawalczyć o zupełnie wyjątkowy rejon. Przedwojenne socjalistyczne tradycje sprawiają, że Zagłębie wciąż chętnie głosuje na lewicę. Grzegorz Napieralski zdobył tu 22% głosów. Więcej niż w rodzinnym Szczecinie. Jest to więc obszar dosłownie i symbolicznie kluczowy dla sukcesu Bronisława Komorowskiego w wyborach.
Kandydat Platformy mówił do wyborców lewicy wprost: Ludzi lewicy nie można wykluczać z polskiego patriotyzmu, co czynił mój konkurent. Apelował też do nich symbolicznie, czemu służyło spotkanie z Henrykiem Blidą.
I do tego spotkania mam swoje zastrzeżenia. Nie jest prawdą, że było prywatne, bo dziennikarze stali nie tylko przed domem, ale zostani także wpuszczeni na podwórko, by sfilmować wejście kandydata Platformy. Odbył się filmowany przez wszystkich hand shake przed wejściem, to samo plus podziękowanie po wyjściu. Henryk i Jacek Blida wypowiedzieli się i poparli B.Komorowskiego. A jedna ekipa (TVN) mogła nawet wejść do domu Blidów i zrobić zdjęcia w trakcie rozmowy.
Platforma wiele energii poświęciła na krytykowanie PIS za „wykorzystywanie” tragedii smoleńskiej w kampanii. Powinna być więc szczególnie wrażliwa w działaniach, które mogą narazić ją na taki sam zarzut. Nie pamiętam żadnych spotkań B.Komorowskiego z Henrykiem Blidą w ostatnich miesiącach (latach?). Kontekst spotkania 3 dni przed ciszą wyborczą jest oczywisty. Zwłaszcza w połączeniu z kampanią kandydata Platformy w ostatnich kilkunastu dniach. Ile to razy B.Komorowski wypominał śmierć Barbary Blidy? Ile razy przywoływał jej nazwisko?Najmocniej zabrzmiało to w debacie czterech w TVP, ale były też inne przypadki.
Spotkanie z Henrykiem Blidą z punktu widzenia kampanii jest skutecznym i dobrym ruchem. Ale są też inne punkty widzenia, według których jest to ruch cyniczny i nieelegancki.











Doskonale pamiętam w jakim szoku, byłem, gdy w dniu śmierci Blidy zobaczyłem zapowiedź do „Wydarzeń” Polsatu o 18.50. Nie mogłem uwierzyć, że taka tragedia się wydarzyła, a jednak tak się stało.
trochę nie na temat:
ale nie pozwólmy aby Nasza Pierwsza Dama sikała do kuwety…
Ja z kolei po dziś dzień nie rozumiem, jak można dokonywać twierdzić, że Blida została zabita przez IV RP. Samobójstwo jest rzeczą jak mało co indywidualną. Dużo większe znaczenie niż okoliczności zewnętrzne ma siła więzi rodzinnych.
Warto też zwrócić uwagę na komisję sejmową, która nic nie ustaliła. Był to – choć brzmi to fatalnie – „wypadek przy pracy”.
Strasznie mi się nie podoba takie spotkanie. Jest równie nachalną propagandą jak artykuł z GW w weekend wyborczy dwa tygodnie temu.
@Kripke – Ty też jesteś wypadkiem przy pracy!!! :/
Hmm, „wypadek przy pracy”? Co do samych zajścia w domu być może, tylko po co były różne zabiegi aby zatuszować okoliczności? Powiedz mi jak możliwe są dwie rzeczy: -brak odcisków palców na broni, -kurtka funkcjonariuszki bez śladów prochu i krwi (a przecież to ona ją ratowała po postrzale)? Co do odpowiedzialności politycznej to ta leży w 100% po stronie JK, poczekaj na dokończenie pracy komisji (są tam już częściowe wnioski o których była mowa na długo przed obecną kampanią)… Przypomnę iż prokuratura prowadziła czynności sprawdzające co do dowodów na Blidę – ustalono że nie uprawniały do jej zatrzymania!
Po pierwsze, oczywiście przebiegu wypadków w domu Blidy nie znamy, ale chyba nie wierzysz, luke, że posłanka została zastrzelona przez funkcjonariuszy ABW. Być może (podkreślam modalność tego zdania) doszło do intencjonalnego zacierania jakichś śladów przez osoby obecne na miejscu, które wystraszyły się zaistniałej sytuacji. Do tragedii przecież by nie doszło, gdyby nie ludzki odruch, który kazał im pozwolić wyjść do łazienki zatrzymanej posłance bez kajdanek. Pewnie było to złamanie procedury. Jest jednak dużym nadużyciem lansowana teza o spowodowaniu śmierci.
Po drugie, czym innym jest oskarżenie o próbę zatrzymania bez odpowiednio mocnych dowodów (to się dzieje w Polsce codziennie, tylko nie kończy się tak tragicznie), a czym innym o samobójstwo. Podkreślam, że jest to akt indywidualny i w dużo większej mierze zależy od relacji z bliskimi, a nie od okoliczności zewnętrznych. Gdyby można było wykazać jakikolwiek bezpośredni związek między premierem Kaczyńskim lub jego najbliższym otoczeniem a zatrzymaniem Blidy, to dokonano by tego z pewnością w ciągu ostatnich dwóch lat.
Uważam, że jest szalonym nadużyciem twierdzenie, że IV RP zabiła Blidę. Nikt nie obwinia za śmierć Papały czy Olewnika Michnika albo Komorowskiego (poza kompletnymi oszołomami). Czym innym jest stwierdzenie błędów, a czym innym stawianie tak mocnej tezy, której obrońcy uciekają się do jawnych manipulacji jak w wypadku ostatniego artykułu w GW o podsłuchu na telefonie Czuchnowskiego.
A wykorzystywanie tego w kampanii przez Komorowskiego jest cyniczną grą, której nie mogę znieść. I do tego pełne hipokryzji zarzuty, że to lider PiSu gra trumnami. Sądzę, że Kaczyński miałby o wiele większe moralne prawo upominać się w trakcie kampanii o jakość śledztwa z katastrofy smoleńskiej, a jednak tego nie czyni.