Jerzy Szmajdziński poprosił w sobotę Aleksandra Kwaśniewskiego, żeby został szefem jego komitetu wyborczego. Milczące skinienie głowy byłego prezydenta było odpowiedzią. Może nieszczególnie entuzjastyczną ale jednoznaczną. Dziś w TVN24 potwierdził przyjęcie stanowiska.
Zastanawiam się jednak, czy to dobry pomysł dla kandydata Szmajdzińskiego. I mam bardzo mieszane uczucia
Z jednej strony, jasne że to pomysł świetny. Gdy po dwóch kadencjach Aleksander Kwaśniewski odchodził z Pałacu, ufało mu 58 procent polaków. To świetny wynik. Dla porównania, wg CBOS R. Sikorskiemu ufa dziś 52% badanych, a D. Tuskowi 48%. Minęły lata od odejścia z urzędu a były prezydent ma nadal oddanych sympatyków. Łatwo ich też zdobywa. Wystarczyło posłuchać go na Konwencji SLD, wystarczy posłuchać w dowolnym radiowym, czy telewizyjnym wywiadzie by przekonać się, że nie stracił formy. By przekonać się że politycznym talentem przegania prawie wszystkich aktywnych dziś polityków. Piszę „prawie”, bo Donald Tusk jest moim zdaniem w erystycznej i partyjnej robocie równie dobry. Ale poza tą dwójką długo, długo nic.
Wiem, jak Kwaśniewski oceniany jest za wykłady zagraniczne. Słyszałem, że jest to ocena najwyższa. Płynnym angielskim potrafi złapać kontakt z widownią, zażartować kiedy trzeba a kiedy trzeba na serio mówić o geopolityce i wyzwaniach.
Z tego punktu widzenia, każdy kandydat na najwyższe stanowisko w państwie, marzyłby o takim szefie komitetu wyborczego. Kwaśniewski jest nie tylko chodzącą wizytówką. Jest także chodzącą encyklopedią polskiej polityki, sposobów robienia kampanii wyborczej, praktyki rządzenia. Widział już wszystko. Brudne chwyty i merytoryczne debaty. Atakował i szukał odpowiedzi na ataki. Przeżył złe sondaże i w pierwszej turze wygrał wybory prezydenckie w 2000 roku. Jest kimś, kto na pewno umie czytać politykę. W objazdowym cyrku jakim będzie kampania od wiosny, jest znakomitym „zapowiadaczem”. Jego „popieram Jerzego Szmajdzińskiego. Wybierzcie Jerzego Szmajdzińskiego” ma potężną polityczną moc. Ma moc przyciągnięcia ludzi na wiece wyborcze. A więc potencjalnie ma moc zmiany sondaży. Oprócz organizacji i pieniędzy SLD, dla Jerzego Szmajdzińskiego, prezydent Kwaśniewski jest dziś najważniejszym atutem.
Ale może stać się też poważnym obciążeniem. Aleksander Kwaśniewski w swojej politycznej wielkości, nigdy definitywnie nie wygrał ze swoją małością. Gdzieś zawsze go te demony doganiały. Rzeczy wielkie mieszają się w tym życiorysie z małymi. Triumfy z wpadkami. A w kampanii wyborczej o triumfy będzie trudno. Każda wpadka zostanie natomiast zauważona i rozpowszechniona.
W ostatni piątek zadzwoniliśmy do Aleksandra Kwaśniewskiego prosząc o wywiad dla Polsat News w poniedziałek. Prezydent gniewnie odpadł, że nie ma mowy. Dodał, że zrywa z mediami. Powiedział, że czuje się jak dekoracja. „Gadam, gadam i nic z tego nie wynika”- to niemal dokładny cytat. Zakładam, że to chwilowy brak humoru. Szef komitetu wyborczego obrażony na medialną rzeczywistość, to nie najlepsza kwalifikacja. Ale to przypomina mi rozczarowanie końcówką prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego. Ostatnie miesiące, po pomarańczowej rewolucji, były kompletną stagnacją. Otoczenie prezydenta już się ustawiało zawodowo gdzie indziej. W Pałacu nic się nie działo. Nikomu nic się nie chciało. W grudniu 2005 roku dużo spekulowano o tym, co były prezydent będzie politycznie robił. On sugerował, że będzie aktywny w kraju. Że odegra rolę. W połowie stycznia 2006 roku Wojciech Olejniczak mówił w GW: „Aleksander Kwaśniewski będzie robił wszystko, aby nas wesprzeć, aby zjednoczona lista lewicy osiągnęła jak najlepszy wynik”. Nie zrobił wiele.
Pamiętam z jakim rozczarowaniem przyjęto jego decyzję o umowie z amerykańskim uniwersytetem. Od jej podpisania Kwaśniewski dużo czasu spędzał w USA. Do jego kalendarza dopasowywano wydarzenia w kraju, często się nie udawało. Często wybrać trzeba było gorszy z polskiego punktu widzenia termin, by były prezydent mógł uczestniczyć. W maju na 10 urodzinach SLD sala świeciła pustkami, bo A.Kwaśniewski mógł tylko wtedy, gdy nie mogło wielu działaczy. – Kwaśniewski ma trochę problem sam ze sobą- komentowali politycy Sojuszu.
Były prezydent dla Jerzego Szmajdzińskiego nie zerwie kontraktu w USA i innych zawodowych planów. To oznacza, że kalendarz kandydata będzie kompromisem z kalendarzem szefa jego komitetu. Kampanie wyborcze ze swoją dynamiką bardzo nie lubią kompromisów. Premiują chodzenie na całość a nie dopasowywanie. Premiują szybkie reakcje a nie oczekiwanie na samolot z Waszyngtonu.
Warto też przypomnieć kłopoty jakie SLD miało już ze swoją największą gwiazdą. W 2007 roku Aleksander Kwaśniewski zaangażował się w LiD. Gdy jednak lewicowa koalicja zdobyła 13 procent w wyborach, ogłosił wycofanie z polityki. Wciąż pamiętam zdjęcia z wieczoru wyborczego w 2007 r. Kwaśniewski, Onyszkiewicz, ktoś jeszcze siedzący na scenie z mówiącymi wszystko minami. Potem wielokrotnie mówił: - Moja decyzja o wycofaniu z polityki jest niewzruszona.
Warto też przypomnieć okoliczności tego dramatycznego odejścia i tej przykrej dla lewicy klęski. Choroba filipińska, wpadka podczas przemówienia w Kijowie. Potem powtórka w Szczecinie. To jest pamiętane, będzie przypominane. Jeżeli się powtórzy, Jerzy Szmajdziński będzie w poważnych opałach.
Jest wreszcie pytanie o przekonanie Aleksandra Kwaśniewskiego do kandydatury Jerzego Szmajdzińskiego. SLD krytykowało dziś premiera Tuska za zmianę zdania w sprawie konstytucji. -W sobotę mówi jedno, tydzień później co innego - słyszałem ze sceny. To co powiedzieć o Kwaśniewskim, który po rozmowach z SD rzuca hasło prawyborów lewicy a dziś przekonuje że „SLD nie stać, żeby nie mieć kandydata.” ??
Może więc jest tak, że Aleksander Kwaśniewski zostaje szefem komitetu wyborczego, bo po słowach o prawyborach i po rozmowach z Olechowskim, to był jedyny sposób na zachowanie twarzy przez Jerzego Szmajdzińskiego.











A może chodzi właśnie nie o samą twarz a o sprawność organizacyjną? Wiadomo, że Kwaśniewski ma ogromne doświadczenie i wielu oddanych ludzi, którzy zrobią to co będą musieli zrobić jeśli szef karze? W sumie jeśli Kwaśniewski firmując swoim nazwiskiem (nie twarzą) sprawność organizacyjną kampanii wyborczej Szmajdzińskiego będzie mediów unikał to stokroć lepiej dla samego kandydata – przecież nie chodzi też o to by więcej w mediach było Kwaśniewskiego niż Szmajdzińskiego.
Pingback: Kto jest świnią? | Kampania na żywo
Pingback: Czy Aleksander Kwaśniewski popiera Grzegorza Napieralskiego? | Kampania na żywo