Rytualna dyskusja o debatach i ciągnący się proces ws. prywatyzacji szpitali, dominowały w dość nijakim krajobrazie pierwszego dnia walki o drugą turę. Sztabowcy, dziennikarze i wyborcy wciąż żyli emocjami wieczoru wyborczego i oczekiwali na oficjalne wyniki niedzielnego starcia
Bronisław Komorowski – bez zmian
Choć marszałek gorąco temu zaprzeczał, to ciężko nie uznać nieoczekiwanego wyjazdu do Afganistanu za element kampanii. Element intrygujący, choć dla mnie za dużo było w nim demonstracji i pokazówki. Wyjazd zaplanowano tak by zdjęcia z niego zdołały znaleźć się w wieczornych programach informacyjnych i udowodnić, że kandydat na prezydenta i zwierzchnika sił zbrojnych kulom się nie kłania. Zabieg to nadto czytelny, ale może i skuteczny.
W sztabie Komorowskiego po niedzielnym wieczorze nastroje nieszczególne. Po cichu wierzono, że może, może… uda się zwyciężyć w pierwszej turze. Wyniki dające marszałkowi niespełna pięcioprocentową przewagę były lodowatym prysznicem. Nastrój prysł, Tusk ze Schetyną szybko pojechali oglądać mecz i myśleć nad taktyką na drugą turę, Palikot snuł, grubo ciosane, plany podboju serc zwolenników lewicy, a Nowak szarż na okopy PiS-u. Przed sztabowcami Komorowskiego trudne zadanie, takiego podgrzania nastrojów, by nie zostać uznanymi za nadto agresywnych a jednocześnie sprawić by za dwa tygodnie frekwencja przekroczyła przynajmniej 40%.
Jarosław Kaczyński – w dół
Glówny przekaz pierwszego dnia kampanijnej dogrywki to zdanie „Będę mówił teraz lewica, a nie postkomunizm”. Umizgi do elektoratu SLD były oczywiście łatwe do przewidzenia, ale jak na polityka, który chciał stawiać Kwaśniewskiego przed Trybunałem Stanu i delegalizować SLD to zakręt brany przez lidera PiS jest ostry, dla mnie za ostry. Jeszcze w ubiegłym tygodniu jego sztabowcy naigrawali się z poparcia Cimoszewicza, pytali kiedy dołączy do niego Urban, dziś uśmiechając się do Napieralskiego i spółki będą musieli zjadać własny język. I wątpię, by byli w stanie przekonać wyborców lewicy do tego, że zapałali do nich nagłym afektem. Gdyby dodać do tego długie godziny strawione w sądzie i spóźnienie na wiec w Szczecinie można by uznać ten dzień za całkiem stracony, ale jest coś co mi w sztabie PiS imponuje – silna, niemal niezachwiana wiara w zwycięstwo. I to wiara niebezzasadna. Wakacyjny czas i nieunikniona zniżka frekwencyjna są wielką szansą dla kandydata PiS. Wyciszanie nastrojów, podtrzymywanie legendy o wielkiej przemianie prezesa, zdyscyplinowany elektorat, są czymś co – mimo porażki w I turze i małej szansy podkupienia elektoratu lewicy – może przynieść tryumf 4 lipca.
Dołącz do dyskusji na ten temat na Facebooku












Wszystko prawda, tylko dziwię się, że Komorowski nie dostał minusa. Kluczenie w sprawie Afganistanu jest wyjątkowo niekorzystne.
Kaczyński powinien przypominać swoją również bardziej liberalną twarz. Mimo wszystko walczy również o głosy JKM, a poza tym nikt – nawet wyborcy lewicy – nie lubią płacić wysokich podatków.
Oj coś czuję, że to już nie jest walka o II turę, bo nikomu na niej właściwie nie zależy.
Teza śmiała, ale już uzasadniam. Gdyby PO zależało na prezydenturze, to by wystawiła Tuska który wygrałby w pierwszej turze. A tak wysyła drugoplanowego polityka który będzie korzystał z żyrandola (no bo przecież nie z weta) i siedział cicho (bo mówienie mu nie wychodzi).
PiSowi też nie zależy na dużym pałacu. Gdy Kaczyński wygra to PiS czeka chaos i bratobójcza walka o władzę. PiS to Kaczyński, a Kaczyński to PiS. Zależy mu na jak najlepszym wyniku w tej II turze i nic poza tym. Tak by najlepiej przegrał 49,99 do 50,01. By elektorat poczuł wiatr w żagle.(No, chyba, że zamarzyła mu się już polityczna emerytura, w co wątpię. To typ fightera.) Kaczyńskiemu zależy na tece premiera, bo to tam leżą wszystkie „konfitury” władzy.
A to co my teraz obserwujemy to walka o koalicję rządową w 2011r. PO zdała sobie sprawę, że jest bardzo duża spora szansa na to, że PSL nie wejdzie do parlamentu w przyszłym roku. Nie wyobrażalne też jest to by sama zdobyła większość do rządzenia. Niezbędna będzie koalicja. Skoro nie z PiSem to z Lewicą.
PiS myśli podobne. Ludowcy zostali połknięci przez PO. Jak przystawki LPR i Samoobrona w 2007 przez PiS. PiS chcąc dojść do władzy w 2011r. będzie musiała wejść w koalicję z lewicą.
Walka zaczęła się o to kto bardziej uwiedzie lewicę. Trwa walka o koalicjanta w przyszłym roku.
Dochodzę do wniosku, że PO zaczęła się bać. Bać tego, że nawet jakby w 2011r nieznacznie wygrała wybory parlamentarne to i tak mogłaby nie stworzyć gabinetu z większością parlamentarną. PO wystraszyło się tego, że PIS i Lewicą są w stanie się dogadać (media, tv)i, że PiS odzyskuje powoli zdolność koalicyjną.
PO tak bardzo wystraszyło się, wypuściło dziś balon próbny o tece wicepremiera dla Napieralskiego. Miało to na celu sprawdzić reakcje na samej lewicy ale także i w swoim elektoracie.
PSL za rok i tak odejdzie z koalicji. Mając przed sobą widmo nie przekroczenia progu 5% zacznie się szamotać, uzna, że w koalicje staje się bezbarwne, nie zauważane i by zwiększyć swoje szanse wyborcze odejdzie z koalicji. Tylko po to by zrobić szum, zostać zauważonym i uciułać kilka punkcików. Już teraz widać, ze PSL stara się wyróżniać w porównaniu do PO (patrz: kandydatura Belki).
I tak, pod koniec kadencji, w 2011r. na miejsce Pawlaka w rządzie mógłby wskoczyć Napieralski z lewicą i tak, bardziej naturalne byłoby tworzenie koalicje także i po wyborach.
Takie jest moje zdanie. Teraz walka toczy się już tylko o koalicjanta w przyszłych wyborach parlamentarnych. O to kto jest w stanie więcej zaoferować lewicy.
A co Wy o tym sądzicie?
P.S. Moje ukłony dla Pana Piaseckiego. Bardzo Pana cenię, za pańskie codzienne rozmowy z politykami. Za to, że nie daje Pan sobie mydlić oczy ich słowom. Mam nadzieję, że Pana analizy będą pojawiać się gdzieś już na stałe. Najlepiej w formie papierowej. Pozdrawiam.
ANEKS do komentarza powyżej.
Czy wiecie co to jest Pakiet kontrolny akcji? Np w spółce? To nie to samo co posiadanie więcej niż 50% akcji. Wręcz przeciwnie.
Wyobraźmy sobie że spółka ma dwóch, dużych, akcjonariuszy którzy mają dwie różne wizje co do przyszłej działalności tej spółki. I mają np po 45% akcji. Razem 90%. I jest ten trzecie właściciel akcji. Mały, ma pozostałe 10% akcji. Ale on nie jest taki mało istotny jak to się wydaje.
To właśnie, ten mały, trzeci gracz o wszystkim decyduje. To on ma pakiet kontrolny. To od niego wszystko zależy. Zależnie od tego do którego z właścicieli się przyłączy.
I taką analogią posłużyłem się, by zobrazować to co może nas czekać. PiS i PO to Ci duzi gracze, co mają po 45%, a lewica to ten mały gracz co ma 10%. I teraz zależnie od tego, do kogo dołączy lewica ten będzie zwycięzcą.
I sądzę, że i Tusk i Kaczyński już myślą nad taką nową układanką.
Drobne sprostowanie: Komorowski w górę, a nie bez zmian; rano wg PKW 41,22%, ostateczne 41,54%, co daje 0,32% w górę. Wypadałoby chyba poprawić nierzetelny początek komentarza, łącznie z grafiką.
Ściema Kaczyńskiego: SLD to lewica, a nie postkomuniści. Ile osób to kupi?