Debata była królem tego dnia. I to ona przesądza o wskazaniach barometru. A w niej niemiażdżące, ale jednak wyraźne zwycięstwo, przyznaję marszałkowi sejmu, a zatem
Bronisław Komorowski – w górę
Jarosław Kaczyński – w dół
Dołącz do dyskusji na Facebooku.
Jeśli debata miała udowodnić, że Jarosław Kaczyński jest odmieniony, inny, wyciszony i uspokojony, a Bronisław Komorowski potrafi pokazać lwi pazur, operować konkretami i nie popełnić gafy – to obu stronom się udało. I obie w najbliższych godzinach będą zapewne ogłaszać swój sukces.
Wrażenie pierwsze – niektórzy twierdzą, że najważniejsze – uważam, że Komorowski był lepszy. A w każdym razie bardziej intensywny, energetyczny, ekspresyjny. Zwłaszcza na początku mógł imponować formą i konkretem. Jarosław Kaczyński – moim zdaniem – przesadził jednak z wyciszeniem. Sprawiał momentami wrażenie nieobecnego, sennego, kogoś komu nie zależy szczególnie ani na wyborach i wyborcach. Poza tym – co mnie zdumiało – zdarzyło mu się kilka dziwnych wpadek językowych. „Polska jest wielkim narodem”, „nie można likwidować przywilei”, „tą zasadę”. Ci którzy obejrzeli pierwszą część debaty i przełączyli się na mecz, zrobili to z wrażeniem, że marszałek rozbił prezesa w proch i pył. Wraz z upływem czasu to wrażenie nieco się zacierało, choć końcówka – z pokazywaną przez Komorowskiego kartką i wyraźnym odcięciem się od sprawy moskiewsko – białoruskiej znów dała punkty marszałkowi
Treść – obaj kandydaci, niestety, ścigali się na podszyte populizmem zapewnienia, że wszystkim dadzą wszystko, nikomu niczego nie odbiorą i poprowadzą Polskę łatwą drogą do świetlanej przyszłości. Byli do bólu ostrożni, nie byli w stanie przyznać nawet, że trzeba podwyższyć wiek emerytalny, a i w sprawie emerytur mundurowych schowali głowę w piasek, choć Komorowski wydusił, że może ci którzy wstępują do służby mogą przechodzić na emeryturę później. Jarosław Kaczyński był bardziej analityczny i przekrojowy – Komorowski rzucał często hasłami, znamionującymi raczej, że się solidnie przygotował, niż, że przemyślał sprawę. Prezes PiS znów mętnie w sprawie in vitro – tu stracił, przedziwna była też wypowiedź dotycząca negocjowania z Moskwą sytuacji mniejszości na Białorusi – rozumiem, że Kaczyński chciał zaprezentować tu jakąś głębszą myśl, ale źle to wypadło. Komorowski powtarzał z kolei tak często zgrane już frazy o ilości dzieci czy budującej zgodzie, że czasami stawało się to nieznośne i nużące.
Podsumowanie – Jarosław Kaczyński wypadł może i jak polityk solidniejszy, bardziej kompletny i głębszy, ale Komorowski zatarł wrażenie „wpadkowicza” i dość skutecznie pokazał się jako polityk samodzielny i kompetentny. Jego wigor zrobił lepsze wrażenie. Nie tylko na mnie. Bo pierwsze opinie moich znajomych – także i gorących zwolenników PiS – są takie, że marszałek wygrał. To nie gwarantuje mu oczywiście wyborczego zwycięstwa, zwłaszcza, że w środę druga debata, ale w połączeniu z intensywną kampanią Tuska sprawia, że w ostatni przedwyborczy tydzień, marszałek sejmu i jego otoczenie wkraczają bardzo wzmocnieni.
Dołącz do dyskusji na Facebooku.











Jestem dumny z Bronisława Komorowskiego. Świetny. Jak dla mnie 3:0 dla marszałka Sejmu.
zdecydowanie Bronek, odskoczy na kolejne 2-3%
mój barometr:
Komorowski w górę: był bardziej energiczny, żywiołowy, przerywanie dziennikarkom i odpowiedzi wbrew konwencji też zapisuję mu jako plus – widać było, że mu zależy. Dodatkowo taka postawa odczarowała jego obraz gafowicza. Odpowiedzi ‘bardziej prezydenckie’ też oceniam pozytywnie. Prezydent to przedstawiciel Państwa a nie polityk biegający po sejmiei załatwiający tym czy innym grupom społecznym podwyżki – i tak jawił się Komorowski. Kolejny plus za końcówkę. Ładne podsumowanie i rozmowa z Kaczyńskim po zakończeniu debaty. Minus za zapowietrzanie się Komorowskiego – ma taką manierę – nie wygląda to apetycznie.
—
Kaczyński w dół: Poncyliusz i Migalski niszczą dobrą robotę wykonywaną przez Kluzik-Rostkowską. To co wyczyniają ci panowie to nie dobry humor i luz, ale komizm i sztywniactwo skrywane za uśmiechem (tu zwłaszcza Migalski). U Kaczyńskiego znów pojawiła się Polska A i B – mógłby sobie to darować. Poza tym jego wypowiedzi były takie, jakby zaraz po wyborach miał przejąć władzę w Polsce i dyktować warunki. Wynikają z tego dwa wnioski. Pierwszy: nie będzie po wyborach zgody, bo Kaczyński ma swój plan i będzie go realizował bardzo konsekwentnie. Drugi: Kaczyński jest tak zapatrzony we władzę, tak mu żal dawnego stanowisa, że nie widzi nic poza tym. Te ‘premierowskie’ odpowiedzi Kaczyńskiego bardzo raziły. Kaczyński nie pokazał, że mu zależy. Widać, że premierostwo to to, czego mu trzeba. Prezydentem zostanie z musu. To widać.
PS. Komorowski bardzo zapunktował u wyborców Napieralskiego stwierdzeniem o rozdziale kościoła i państwa – bardzo ważna deklaracja i świetna odpwiedź udzielona Olejnik na pytanie, czy nie kłóci się to z tym, że jest katolikiem.
Dziwię się komentatorom, którzy tak zdecydowanie ogłaszają zwycięstwo Komorowskiego. Jak dla mnie debata była naprawdę wyrównana pod względem wizerunkowym i trudno wskazać zdecydowanego zwycięzcę. Merytorycznie, szczególnie w drugiej części, zwyciężył Kaczyński.
A oto co zapamiętałem z debaty, a obejrzałem w międzyczasie drugą połowę meczu z Argentyną i przejechałem na rowerze 5 km:
1. przytoczone przez Kaczyńskiego koncepcje rozwoju kraju: stawianie na metropolie i wiara w dyfuzje (raport Boniego) vs zrównoważony rozwój; po pierwsze, jest to spór autentyczny i moim zdaniem więcej racji stoi po stronie kandydata PiSu – o wiele lepiej wpisuje się zresztą w tendencje europejskie; po drugie, myślę, że ludzie z tzw prowincji również czują, że PO traktuje ich gorzej; plusem dla Komorowskiego jest to, że próbował przed tym uciec i zaserwował konkret w postaci Uniwersytetu Rzeszowskiego i Schetynówek; to nie znaczy, że Marszałek ma rację, lecz wyborca wielkomiejski na pewno poczuł się uspokojony.
2. in vitro – dobrze, że Kaczyński podkreśla różne możliwości walki z niepłodności, dobrze, że podniósł zagadnienie statusu moralnego zarodka; szkoda, że nie zaatakował Komorowskiego starannie napisaną ustawą Gowina, która nie pozwala na tworzenie nadliczbowych zarodków i faktem, że Marszałek nie poddał pod debatę w parlamencie gotowych ustaw bioetycznych; Komorowski słabo wypadł podkreślając trzy razy, ile to ma dzieci
3. sprawa Białorusi – po pierwsze, fajnie, że Kaczyński wspomniał o dwóch politykach wobec reżimu i stwierdził, że żadne nie było skuteczne; po drugie, słusznie stwierdził, że klucz do sprawy białoruskiej częściowo leży w Moskwie; dla mnie niezrozumiałe oburzenie Komorowskiego w tej kwestii – nie wytłumaczył dobrze, dlaczego jest to zły pomysł; pozytywnie oceniam uwagi Komorowskiego dotyczące umowy o małym ruchu granicznym
4. w sprawie umowy gazowej konkretniej wypowiadał się Kaczyński – stwierdził, że umowa na 20 lat jest za długa, że są perspektywy gazoportu i gazu norweskiego; Komorowski: trzeba próbować i łupków i Rosjan
5. katastrofa smoleńska – Kaczyński spokojnie powiedział, co można było zrobić (konwencja chicagowska, umowa z 1993), zaznaczając, że Rosjanie nie musieli się na to zgodzić; wskazał, gdzie pojawiają się wątpliwości, podkreślił, że nie chce tego tematu eksploatować; Komorowski zauważył, że są prowadzone śledztwa; Kaczyński skontrował, że polska prokuratura nie ma wszystkich materiałów; dodał, że jest to kwestia honoru państwa (zgadnijcie, co by było gdyby w Rosji rozbił się Air Force One z Obamą)
6. polityka zagraniczna – Kaczyński podkreśla wagę polityki wschodniej wobec państw postsowieckich, ostrzega przed zbyt szybkim ogłaszaniem przełomu z Rosji, zaznaczył istotność polityki europejskiej i potrzebie budowy siły w ramach Grupy Wyszehradzkiej i chęć wstąpienia do G20; Komorowski mówił o polityce europejskiej – słabo, widać, że się na tym nie zna
7. Kaczyński podał Gilowską jako potencjalnego kandydata na swojego doradcę. Myślę, że pozytywnie może zostać to odebrane przez przedsiębiorców. Podniósł problem istniejących blokad biurokratycznych dla firm. Komorowski sprzedawał banały o konsultacjach spraw ekonomicznych ze wszystkimi – od Napieralskiego po Kaczyńskiego.
8. Kaczyński sprytnie uciął rozmowę o małżeństwach homoseksualnych, odwołując się do konstytucji. Szkoda, że nie wspomniał o projektach RPO Kochanowskiego.
Poza tym uważam, że podsumowanie Kaczyńskiego wypadło dużo lepiej – zwrócił się do konkretnych grup społecznych. Ponadto prezes PiSu nie przekraczał czasu wypowiedzi, nie kłócił się z prowadzącą, pierwszy nawiązał konfrontację z Komorowskim, mniej dogadywał w trakcie wypowiedzi adwersarza. Prawdą jest, że popełnił kilka błędów językowych (zresztą jeden i drugi mówi TĄ, zamiast TĘ!). Komorowski nie miał żadnej spektakularnej wpadki, co już jest na plus.
Z dziennikarek bezapelacyjnie najlepiej wypadła Olenik. Pytanie Lichockiej były tendencyjne.
Proponuję przeczytać oceny dziennikarzy sympatyzujących z JK i PiS (Szułdrzyński, Warzecha, itd.) – wygrał BK… Stwierdzenie Pani Staniszkis o remisie dodatkowo utwierdza w przekonaniu wygranej Marszałka.
Dzięki, luke, za rady. Najpierw podzieliłem się swoimi wrażeniami, teraz czytam, co napisali inni. Jestem skłonny zgodzić się, że wizerunkowo – w pierwszej części, ale już nie drugiej – wygrał Komorowski. Merytorycznie – nie mam wątpliwości, że lepszy był Kaczyński. Uważam jednak, że mógł lepiej przycisnąć Marszałka w kilku kwestiach (armia, in vitro, polityka zagraniczna).