Prezydencka Kampania na żywo moje opinie, oceny, komentarze, filmy, relacje, rozmowy. Kalendarium kampanii, sondaże - wybory 2010. Tomasz Machała

niedziela, 11 Lipca, 2010, 17:30 Jarosław Kaczyński -

Wróci jesienią. Jaką strategię wybierze. Jak poprowadzi partię. Czy do zwycięstwa w 2011 i koalicji z SLD?

niedziela, 11 Lipca, 2010, 17:29 Bronisław Komorowski -

Prezydent Komorowski. Pierwsze kontrowersyjne decyzje za nim. Przed nim 5 lat

niedziela, 11 Lipca, 2010, 17:26

Przerwa wakacyjna

Newsroom Kampanii na żywo pusty do 15 września.

gabinet

Skomentuj (3)

środa, 7 Lipca, 2010, 09:38

Kampania na żywo – przerwa do 15 września

W kampanii jak w serialu. Niby jest permanentna, ale jednak ma sezony. Sezon pierwszy właśnie się skończył. Od grudnia 2009 opublikowaliśmy 1554 wpisy. Zaczęliśmy od relacji z wyboru Jerzego Szmajdzińskiego na kandydata SLD na prezydenta. Kończymy informacjami o miejscu zamieszkania i urzędowania prezydenta Bronisława Komorowskiego.

To było niezwykłych w polityce osiem miesięcy. Dziękuję Wam za wszystkie informacje, komentarze, dyskusje, pretensje i uwagi. Myślę, że wspólnie udało nam się stworzyć coś fajnego i nowego.

Dziękuję współpracownikom, bez których nie było by tego serwisu. Renia Machała pomagała go wymyśleć, zaprojektowała wszystkie strony a potem starała się kontrolować moją graficzną samowolkę. Jacek Tacik od początku był naszym autorem. Kasia Iwaniuk wymyśliła debaty na Facebooku i miała gigantyczny wkład w ich organizację. Krystian Durma pisał przeglądy prasy i produkował debaty na Facebooku. Kamil Sikora i Paweł Wakor relacjonowali ze sztabów podczas drugiej tury wyborów. Bardzo dziękuje Konradowi Piaseckiemu, który pomiędzy pierwszą a drugą turą pisał dla nas codziennie (no prawie codziennie ;-) barometr kampanii.

Kampania na żywo wraca dokładnie 15 września. Przed nami wybory samorządowe i parlamentarne. To będzie nowa strona, z nowymi pomysłami.

Do zobaczenia za dwa miesiące!

Skomentuj (9)

środa, 7 Lipca, 2010, 08:24 Jarosław Kaczyński -

Posiedzenie Sejmu. Klub PIS powinien wybrać kandydatów na wicemarszałka i szefa klubu.

środa, 7 Lipca, 2010, 08:22 Bronisław Komorowski -

Dziś złoży mandat posła. Przestanie być marszałkiem. Pożegna się z Sejmem po 20 latach zasiadania w nim.

wtorek, 6 Lipca, 2010, 18:27

Tylko u nas. Gdzie będzie mieszkał i pracował prezydent Bronisław Komorowski

| | |

Wydarzenia Polsatu dowiedziały się w czterech, niezależnych od siebie źródłach, że Bronisław Komorowski chce dokonać rewolucji w prezydenturze. Rewolucji lokalowej.

Prezydent elekt w czasie kampanii wyborczej powiedział grupie najbliższych współpracowników i potwierdził to potem w co najmniej jednej prywatnej rozmowie, że nie chce wyprowadzać się z mieszkania na Powiślu do Pałacu Prezydenckiego. Pierwsza para ma w przedwojennej kamienicy 159 metrowe mieszkanie. Jego wnętrza są częściowo znane, dzięki reklamówce wyborczej kandydata. To w tym miejscu Anna Komorowska podawała mężowi zupę.

Prezydent Komorowski chce w mieszkaniu zostać, także po zaprzysiężeniu. Nie chce mieszkać w znacznie większym, bo kilkuset metrowym mieszkaniu na drugi piętrze Pałacu Prezydenckiego przy Krakowskim Przedmieściu. O apartamentach prezydenckich mówi się głównie złe rzeczy. Prezydencki salon jest wielkości znanej z nominacji rządowych Sali Kolumnowej (300- 400 metrów kwadratowych). Wnuczki Lecha Kaczyńskiego jeździły w nim na rowerach. Apartamenty mają także tę wadę, że łazienki są tylko na jednym i drugim skraju. Jeśli na przykład nocują goście, trzeba przejść przez ich pokoje, by umyć ręce.

Z mieszkaniem na Powiślu jest oczywiście gigantyczny kłopot. Kamienica ma wejścia z dwóch różnych stron. BOR musiałoby zrobić przy nich posterunki. Ulica zostałaby zamknięta dla ruchu, a każdy wchodzący byłby starannie kontrolowany. Dla sąsiadów to koszmar.

Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński także chcieli mieszkać w swoich mieszkaniach po wyborze na stanowisko. A.Kwaśniewski zrezygnował po trzech miesiącach, widząc że sąsiadów trafia szlag. Lech Kaczyński przeprowadził się po tym, gdy niezrównoważony pschychicznie mężczyzna rzucił koktailem Mołotowa w posterunek BOR na ulicy.

Bardziej rewolucyjna jest druga część planu prezydenta elekta. Chce urzędować w Belwederze, a nie w Pałacu przy Krakowskim Przedmieściu. Bronisław Komorowski uważa, że Lech Kaczyński potrzebował tak dużego pałacu i tak dużej kancelarii, bo tworzył “rząd na uchodźctwie” dublując niektóre funkcje rządu. Komorowski chce znacząco zredukować kancelarię.

Byłaby to realizacja obietnicy Donalda Tuska z 2005 roku. Jako kandydat na prezydenta obiecywał tanie państwo i mały Belweder. Bronisław Komorowski także chce prezydentury małej, skromnej i o ograniczonych ambicjach. Niewielki Belweder byłby symbolem takiej prezydentury. Potwierdzenie tej informacji otrzymałem w trzech źródłach.

Wszystko o czym piszę to sprawozdanie z planów Bronisława Komorowskiego. Jego współpracownicy podkreślają słowo “plany”. Jak bowiem będzie ostatecznie, przekonamy się w najbliższych tygodniach. Biuro Ochrony Rządu nieoficjalnie są mocno skonfudowani planami mieszkania prezydenta w kamienicy na Powiślu. Belweder jako siedziba głowy państwa może okazać się za mała i niefunkcjonalna. Trudno byłoby tam zmieścić nawet najbliższych urzędników prezydenta. Choć z drugiej strony jeden z najbliższych ludzi Bronisława Komorowskiego powiedział mi, że “dla historyka, ta wielka, historyczna przeszłość Belwederu ma olbrzymią wartość”. Zobaczymy.

Skomentuj (11)

wtorek, 6 Lipca, 2010, 15:33

Po rozmowie z Kasią Kolendą – Zaleską

| |

Zadzwoniła do mnie Kasia Kolenda – Zaleska, by porozmawiać o wcześniejszym wpisie. Kasia opowiedziała mi kulisy każdej z sytuacji, o której pisałem. Przypomnę że dotyczyło to sytuacji, w której tylko i wyłącznie kamera TVN była wpuszczana na niektóre wydarzenia z udziałem marszałka Bronisława Komorowskiego. Przyznaję, że wydaje mi się to oburzające, bo B.Komorowski nie jest kandydatem jednej telewizji. I nie jest prezydentem jednej telewizji.

Kasia powiedziała mi, że za każdą z sytuacji stała wyłącznie jej ciężka praca, przedsiębiorczość i dobra dziennikarska robota. Podczas wieczoru wyborczego był to, niezbędny w tym zawodzie spryt. Wczoraj w sztabie było to cierpliwe, wielogodzinne wyczekiwanie przed odpowiednim budynkiem. Jeszcze wcześniej były to kontakty wyrobione w czasie lat pracy w telewizji. Znam Kasię tyle czasu i darzę ją takim szacunkiem, że nie mam najmniejszych podstaw by jej nie wierzyć. Oczywiście trawestując jej dzisiejszy felieton w Gazecie Wyborczej muszę zakończyć tak: Mam nadzieję, Kasiu, że się nie mylę :-)

W felietonie nie pisałem jednak personalnie o Kasi, tylko raczej o Platformie. Obowiązkiem reportera jest zdobywać informację i zdjęcia, jakich nie mają inni. Ale w momencie wyboru na urząd prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, powinien on traktować wszystkie media równo. Skończyła się partyjna polityka, która pozwoliła na przykład Jarosławowi Kaczyńskiemu podpisywać pakt stabilizacyjny tylko przed widzami Telewizji Trwam, a B.Komorowskiemu odmówić wywiadu Rzeczpospolitej. Teraz jako prezydent, jeśli lekceważy jakiś tytuł, to lekceważy tę część Polaków.

Platforma ma niestety tendencję do lekceważącego traktowania mediów. Partia przyzwyczajona do władzy, czuje że nie musi się z nimi liczyć. Słynne 500 dni do wyborów parlamentarnych będzie jednak czasem rozliczenia obietnic. I będzie to czas znacznie trudniejszy dla Platformy, niż ten który minął.

W wieczór wyborczy pytaliśmy polityków Platformy, za jakie reformy wezmą się najpierw. Ustawa medialna padała w wyliczance na pierwszym miejscu. Kampania na żywo dowiedziała się, że jeden ze znanych telewizyjnych producentów odebrał ostatnio telefon od polityka Platformy z informacją, żeby nie robił wielkich zawodowych planów, bo będzie potrzebny w TVP. PO bardzo konkretnie ustawia więc już media publiczne. Nie należę do fanów (to delikatnie powiedziane) tego co wyprawia się w Wiadomościach TVP. Jednak silna władza wymaga silnej kontroli. Platformie to nie na rękę. Ale jest to naszym, dziennikarzy obowiązkiem.

Skomentuj (4)

wtorek, 6 Lipca, 2010, 10:43

Złe początki Bronisława Komorowskiego

|

Prezydent elekt jest na najlepszej drodze, by zrazić do siebie media. W czwartek przed wyborami tylko jedna telewizja została wpuszczona na jego spotkanie z Henrykiem Blidą do wnętrza domu w Siemianowicach Śląskich. W niedzielę tylko jedna telewizja miała w wieczór wyborczy rozmowę z Anną Komorowską. Pierwsza dama odmówiła wszystkim pozostałym nawet krótkiej wypowiedzi w budynku Focus. Tylko jeden dziennikarz miał w niedzielę dostęp na pierwsze piętro, gdzie bawiła się czołówka polityków Platformy. I kamera tylko jednej telewizji mogła sfilmować, jak Bronisław Komorowski przyjmuje w poniedziałek gratulacje od członków sztabu i otwiera dużego szampana. I tylko jedna telewizja miała wypowiedź prezydenta – elekta. Wydarzenia od 7.30 rano do 12.00 czekały przed jego domem na warszawskim Powiślu, a Bronisław Komorowski nawet na sekundę nie chciał się zatrzymać.

Mamy więc problem nierównego traktowania mediów. I nie jest to problem tylko tych mediów. To prędzej czy później będzie także problem Prezydenta. Bronisław Komorowski idzie złą drogą lokując swoją prezydencką sympatię tylko w jednym miejscu. Dziewięć milionów jego wyborców ogląda nie tylko jedną telewizję.

Skomentuj (10)

wtorek, 6 Lipca, 2010, 08:28 Jarosław Kaczyński -

Jutro posiedzenie Sejmu. Jak PIS zagłosuje nad marszałkiem Schetyną? Czas też rozliczyć kampanię wyborczą.

wtorek, 6 Lipca, 2010, 08:27 Bronisław Komorowski -

O 12.00 na Zamku Królewskim odbierze od PKW akt wyboru na urząd Prezydenta RP. Będzie premier i najważniejsi politycy

poniedziałek, 5 Lipca, 2010, 23:19

L.Wałęsa i A.Kwaśniewski o wyborach prezydenckich

|

Pytałem dwóch byłych prezydentów o tym, jak się czuli i o czym myśleli, gdy dowiedzieli się, że zostali wybrani na najwyższy urząd w państwie. Poniżej te rozmowy.

LECH WAŁĘSA

Pamięta pan wieczór wyborczy w 90 roku, gdy został pan prezydentem?

Nie, nie pamiętam

A 95 roku, gdy przestał być pan prezydentem?

Też nie. Ja patrzę do przodu i nie oglądam się wstecz.

Niczego pan nie pamięta. Kto panu przekazał wiadomość? Jak pan zareagował?

Gdy wygrałem, zastanawiałem się, jak dobić komunizm. Przecież oni przegrali przypadkiem. Chcieli to odrobić. Przyjść i zabrać to, co wygrałem. Myślałem jak kraj przeprowadzić, żeby nie wpaść w ich pułapki.

Następnego dnia rano, gdy się pan obudził po zwycięstwie, pamięta pan za co się zabrał najpierw?

Za żonę.

A nie za Polskę?

Panie, ja miałem ułożone wszystko w głowie. Tylko do realizacji.

Czyli pierwszą myślą nie było “Matko boska, co robić”

Dokładnie wiedziałem co robić, jak robić. I jak mówić ludziom co robię.

Gdzie pan wtedy był?

Albo w Gdańsku albo w Warszawie. Ale nie pamiętam nic z tamtego czasu. Ja patrzę co trzeba zrobić dziś i co jutro. I jak tu jeszcze dołożyć swoje 5 groszy.

A przegrana z Aleksandrem Kwaśniewskim w 95 roku bardzo bolała?

Ja miałem koncepcję. Połowę jej zrealizowałem, połowę zostawiłem na drugą kadencję. Pech chciał, los tak zaproponował. Myślałem “Trudno, wreszcie zdejmą ze mnie odpowiedzialność, do tej pory musiałem to robić, a teraz będą musieli robić to inni”. Szkoda mi było, ale los tak chciał.

Był pan rozgoryczony, czy wkurzony?

Nie, szkoda było mi tylko, że nie zrobię połowy roboty. Tym bardziej, że ja miałem argumenty, a mój zwycięzca nie miał żadnych. Wiedziałem, że Polska za to zapłaci. Ale ja nigdy nie myślałem osobiście o swoich sprawach.

Przeprowadzkę do Belwederu pan pamięta?

W Gdańsku zostawiłem rodzinę. Przyjechałem sam. Zostawiłem dla Polski. Rodzina by mnie rozpraszała. Tu trzeba się całkowicie oddać, albo nie brać za robotę.

Pana rada dla nowego prezydenta?

Porządkować kraj na ile starczy sił, umiejętności i rozumu. Polska potrzebuje porządkowania prawie w każdej dziedzinie.

ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI

1995 roku, druga tura. Pamięta Pan datę?

Dokładną nie, ale to był listopad

19 listopada. Myślałem, że takich rzeczy się nie zapomina. Gdzie Pan był?

Wczesnym popołudniem byliśmy u przyjaciół w Wesołej. Oni mnie i żonę przygarnęli, żeby nakarmić, żeby oderwać się trochę.

Były jakieś przecieki?

To były inne czasy. Dziś od dziennikarzy wiadomo już w ciągu dnia, jakie są te badania. Wtedy naprawdę nic nie było wiadomo.

Co było wieczorem?

Żona zawiozła mnie do budynku SLD na Rozbrat. Tam w gabinecie oglądałem to sam. Później to już się stało tradycją, że w tych pierwszych chwilach, gdy podawane są wyniki, byłem zawsze sam.

Mimo że zaraz za drzwiami strzelały szampany?

Tu potrzeba wyciszenia. Jeżeli jest się w tym momencie z kolegami, człowiek nie może się skupić na tym co widzi. Jeżeli dołożyć do tego media, co teraz stało się powszechne, to jest to fałszywe. Zwłaszcza, że o 20 często nic nie wiadomo.

W 95 roku było wiadomo dopiero po kilku godzinach.

Z pierwszych informacji wynikało, że może wygrałem. Ale było bardzo równo. Później prezes TVP Wiesław Walendziak wstrzymał podawanie wyników na parę godzin.

Która mogła być godzina, gdy dowiedział się pan, że jest prezydentem?

Po północy.

Jaka była pierwsza myśl?

Wygrałem, czyli radość. Druga – jak to teraz będzie. Czyli: słuchaj, teraz się zaczęło. Kampania jest kampanią, czymś pomiędzy realnością a nierealnością. Człowiek jest tak zakodowany na kampanię, że wszystko, co ma się wydarzyć później, odkłada. A w wieczór wyborczy jest moment, że już cześć. Że w głowie zaczyna się układać co trzeba zrobić, kogo wziąć, jak to zorganizować. Już zaczynasz być prezydentem.

I to zaczyna się w momencie ogłoszenia, czy porywa cię ten tłum i w radosnym korowodzie o tym się nie myśli?

Satysfakcji i radości jest w głowie moment. Ale potem to “co dalej” zaczyna być w głowie bardzo silne. I tak naprawdę to ta radość jest bardziej szczerze i spontanicznie wyrażana przez otoczenie, niż przez głównego aktora. On przechodzi do innej roli.

Zwycięzcy są samotni?

Moment w którym naprawdę poczułem, że jestem w nowej roli, to była inauguracja w Sejmie. A może nawet bardziej w Mińsku Mazowieckim, przejęcie zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi. Ten generał Wilecki, który ku mojemu zaskoczeniu mówi “Umarł król, niech żyje król”. Zobaczyłem z kim mam do czynienia, jaką mam odpowiedzialność. Jak mówił Wieniawa Długoszewski “Panie kolego, skończyły się żarty, zaczęły się schody”.

Pierwsza myśl, gdy obudził się pan w poniedziałek rano?

To było inaczej, niż teraz. Teraz mamy dwóch zawodników, którzy tę robotę już poznali. Jeden był premierem, drugi marszałkiem i wykonywał obowiązki prezydenta. Nie będą przeżywać takiego momentu, jaki ja przeżyłem. Z czarną teczką zawieszoną na łańcuchu przypiętym do ręki, przychodzi szef wywiadu i daje mi dokumenty. Jestem wprowadzony do całej procedury dostępu do tajnych materiałów. To na mnie robiło to wtedy wrażenie. Człowiek widzi, że jest w centrum wydarzeń. Pojawili się ambasadorzy. Dzwonił Clinton, dzwonili inni.

Pierwsza reakcja rodziny?

Żona i córka zrozumiały, że wszystko się zmieniło. Takim symbolicznym momentem była wyprowadzka z mieszkania w Wilanowie do Pałacu Prezydenckiego.

Nie spieszył się Pan z tym.

Zaprzysiężenie było w grudniu, a my przeprowadziliśmy się w marcu.

Skomentuj (4)