Prezydencka Kampania na żywo moje opinie, oceny, komentarze, filmy, relacje, rozmowy. Kalendarium kampanii, sondaże - wybory 2010. Tomasz Machała

niedziela, 11 Lipca, 2010, 17:26

Przerwa wakacyjna

Newsroom Kampanii na żywo pusty do 15 września.

gabinet

Skomentuj (1)

środa, 7 Lipca, 2010, 09:38

Kampania na żywo – przerwa do 15 września

W kampanii jak w serialu. Niby jest permanentna, ale jednak ma sezony. Sezon pierwszy właśnie się skończył. Od grudnia 2009 opublikowaliśmy 1554 wpisy. Zaczęliśmy od relacji z wyboru Jerzego Szmajdzińskiego na kandydata SLD na prezydenta. Kończymy informacjami o miejscu zamieszkania i urzędowania prezydenta Bronisława Komorowskiego.

To było niezwykłych w polityce osiem miesięcy. Dziękuję Wam za wszystkie informacje, komentarze, dyskusje, pretensje i uwagi. Myślę, że wspólnie udało nam się stworzyć coś fajnego i nowego.

Dziękuję współpracownikom, bez których nie było by tego serwisu. Renia Machała pomagała go wymyśleć, zaprojektowała wszystkie strony a potem starała się kontrolować moją graficzną samowolkę. Jacek Tacik od początku był naszym autorem. Kasia Iwaniuk wymyśliła debaty na Facebooku i miała gigantyczny wkład w ich organizację. Krystian Durma pisał przeglądy prasy i produkował debaty na Facebooku. Kamil Sikora i Paweł Wakor relacjonowali ze sztabów podczas drugiej tury wyborów. Bardzo dziękuje Konradowi Piaseckiemu, który pomiędzy pierwszą a drugą turą pisał dla nas codziennie (no prawie codziennie ;-) barometr kampanii.

Kampania na żywo wraca dokładnie 15 września. Przed nami wybory samorządowe i parlamentarne. To będzie nowa strona, z nowymi pomysłami.

Do zobaczenia za dwa miesiące!

Skomentuj (9)

wtorek, 6 Lipca, 2010, 18:27

Tylko u nas. Gdzie będzie mieszkał i pracował prezydent Bronisław Komorowski

| | |

Wydarzenia Polsatu dowiedziały się w czterech, niezależnych od siebie źródłach, że Bronisław Komorowski chce dokonać rewolucji w prezydenturze. Rewolucji lokalowej.

Prezydent elekt w czasie kampanii wyborczej powiedział grupie najbliższych współpracowników i potwierdził to potem w co najmniej jednej prywatnej rozmowie, że nie chce wyprowadzać się z mieszkania na Powiślu do Pałacu Prezydenckiego. Pierwsza para ma w przedwojennej kamienicy 159 metrowe mieszkanie. Jego wnętrza są częściowo znane, dzięki reklamówce wyborczej kandydata. To w tym miejscu Anna Komorowska podawała mężowi zupę.

Prezydent Komorowski chce w mieszkaniu zostać, także po zaprzysiężeniu. Nie chce mieszkać w znacznie większym, bo kilkuset metrowym mieszkaniu na drugi piętrze Pałacu Prezydenckiego przy Krakowskim Przedmieściu. O apartamentach prezydenckich mówi się głównie złe rzeczy. Prezydencki salon jest wielkości znanej z nominacji rządowych Sali Kolumnowej (300- 400 metrów kwadratowych). Wnuczki Lecha Kaczyńskiego jeździły w nim na rowerach. Apartamenty mają także tę wadę, że łazienki są tylko na jednym i drugim skraju. Jeśli na przykład nocują goście, trzeba przejść przez ich pokoje, by umyć ręce.

Z mieszkaniem na Powiślu jest oczywiście gigantyczny kłopot. Kamienica ma wejścia z dwóch różnych stron. BOR musiałoby zrobić przy nich posterunki. Ulica zostałaby zamknięta dla ruchu, a każdy wchodzący byłby starannie kontrolowany. Dla sąsiadów to koszmar.

Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński także chcieli mieszkać w swoich mieszkaniach po wyborze na stanowisko. A.Kwaśniewski zrezygnował po trzech miesiącach, widząc że sąsiadów trafia szlag. Lech Kaczyński przeprowadził się po tym, gdy niezrównoważony pschychicznie mężczyzna rzucił koktailem Mołotowa w posterunek BOR na ulicy.

Bardziej rewolucyjna jest druga część planu prezydenta elekta. Chce urzędować w Belwederze, a nie w Pałacu przy Krakowskim Przedmieściu. Bronisław Komorowski uważa, że Lech Kaczyński potrzebował tak dużego pałacu i tak dużej kancelarii, bo tworzył “rząd na uchodźctwie” dublując niektóre funkcje rządu. Komorowski chce znacząco zredukować kancelarię.

Byłaby to realizacja obietnicy Donalda Tuska z 2005 roku. Jako kandydat na prezydenta obiecywał tanie państwo i mały Belweder. Bronisław Komorowski także chce prezydentury małej, skromnej i o ograniczonych ambicjach. Niewielki Belweder byłby symbolem takiej prezydentury. Potwierdzenie tej informacji otrzymałem w trzech źródłach.

Wszystko o czym piszę to sprawozdanie z planów Bronisława Komorowskiego. Jego współpracownicy podkreślają słowo “plany”. Jak bowiem będzie ostatecznie, przekonamy się w najbliższych tygodniach. Biuro Ochrony Rządu nieoficjalnie są mocno skonfudowani planami mieszkania prezydenta w kamienicy na Powiślu. Belweder jako siedziba głowy państwa może okazać się za mała i niefunkcjonalna. Trudno byłoby tam zmieścić nawet najbliższych urzędników prezydenta. Choć z drugiej strony jeden z najbliższych ludzi Bronisława Komorowskiego powiedział mi, że “dla historyka, ta wielka, historyczna przeszłość Belwederu ma olbrzymią wartość”. Zobaczymy.

Skomentuj (11)

wtorek, 6 Lipca, 2010, 15:33

Po rozmowie z Kasią Kolendą – Zaleską

| |

Zadzwoniła do mnie Kasia Kolenda – Zaleska, by porozmawiać o wcześniejszym wpisie. Kasia opowiedziała mi kulisy każdej z sytuacji, o której pisałem. Przypomnę że dotyczyło to sytuacji, w której tylko i wyłącznie kamera TVN była wpuszczana na niektóre wydarzenia z udziałem marszałka Bronisława Komorowskiego. Przyznaję, że wydaje mi się to oburzające, bo B.Komorowski nie jest kandydatem jednej telewizji. I nie jest prezydentem jednej telewizji.

Kasia powiedziała mi, że za każdą z sytuacji stała wyłącznie jej ciężka praca, przedsiębiorczość i dobra dziennikarska robota. Podczas wieczoru wyborczego był to, niezbędny w tym zawodzie spryt. Wczoraj w sztabie było to cierpliwe, wielogodzinne wyczekiwanie przed odpowiednim budynkiem. Jeszcze wcześniej były to kontakty wyrobione w czasie lat pracy w telewizji. Znam Kasię tyle czasu i darzę ją takim szacunkiem, że nie mam najmniejszych podstaw by jej nie wierzyć. Oczywiście trawestując jej dzisiejszy felieton w Gazecie Wyborczej muszę zakończyć tak: Mam nadzieję, Kasiu, że się nie mylę :-)

W felietonie nie pisałem jednak personalnie o Kasi, tylko raczej o Platformie. Obowiązkiem reportera jest zdobywać informację i zdjęcia, jakich nie mają inni. Ale w momencie wyboru na urząd prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, powinien on traktować wszystkie media równo. Skończyła się partyjna polityka, która pozwoliła na przykład Jarosławowi Kaczyńskiemu podpisywać pakt stabilizacyjny tylko przed widzami Telewizji Trwam, a B.Komorowskiemu odmówić wywiadu Rzeczpospolitej. Teraz jako prezydent, jeśli lekceważy jakiś tytuł, to lekceważy tę część Polaków.

Platforma ma niestety tendencję do lekceważącego traktowania mediów. Partia przyzwyczajona do władzy, czuje że nie musi się z nimi liczyć. Słynne 500 dni do wyborów parlamentarnych będzie jednak czasem rozliczenia obietnic. I będzie to czas znacznie trudniejszy dla Platformy, niż ten który minął.

W wieczór wyborczy pytaliśmy polityków Platformy, za jakie reformy wezmą się najpierw. Ustawa medialna padała w wyliczance na pierwszym miejscu. Kampania na żywo dowiedziała się, że jeden ze znanych telewizyjnych producentów odebrał ostatnio telefon od polityka Platformy z informacją, żeby nie robił wielkich zawodowych planów, bo będzie potrzebny w TVP. PO bardzo konkretnie ustawia więc już media publiczne. Nie należę do fanów (to delikatnie powiedziane) tego co wyprawia się w Wiadomościach TVP. Jednak silna władza wymaga silnej kontroli. Platformie to nie na rękę. Ale jest to naszym, dziennikarzy obowiązkiem.

Skomentuj (4)

wtorek, 6 Lipca, 2010, 10:43

Złe początki Bronisława Komorowskiego

|

Prezydent elekt jest na najlepszej drodze, by zrazić do siebie media. W czwartek przed wyborami tylko jedna telewizja została wpuszczona na jego spotkanie z Henrykiem Blidą do wnętrza domu w Siemianowicach Śląskich. W niedzielę tylko jedna telewizja miała w wieczór wyborczy rozmowę z Anną Komorowską. Pierwsza dama odmówiła wszystkim pozostałym nawet krótkiej wypowiedzi w budynku Focus. Tylko jeden dziennikarz miał w niedzielę dostęp na pierwsze piętro, gdzie bawiła się czołówka polityków Platformy. I kamera tylko jednej telewizji mogła sfilmować, jak Bronisław Komorowski przyjmuje w poniedziałek gratulacje od członków sztabu i otwiera dużego szampana. I tylko jedna telewizja miała wypowiedź prezydenta – elekta. Wydarzenia od 7.30 rano do 12.00 czekały przed jego domem na warszawskim Powiślu, a Bronisław Komorowski nawet na sekundę nie chciał się zatrzymać.

Mamy więc problem nierównego traktowania mediów. I nie jest to problem tylko tych mediów. To prędzej czy później będzie także problem Prezydenta. Bronisław Komorowski idzie złą drogą lokując swoją prezydencką sympatię tylko w jednym miejscu. Dziewięć milionów jego wyborców ogląda nie tylko jedną telewizję.

Skomentuj (10)

poniedziałek, 5 Lipca, 2010, 23:19

L.Wałęsa i A.Kwaśniewski o wyborach prezydenckich

|

Pytałem dwóch byłych prezydentów o tym, jak się czuli i o czym myśleli, gdy dowiedzieli się, że zostali wybrani na najwyższy urząd w państwie. Poniżej te rozmowy.

LECH WAŁĘSA

Pamięta pan wieczór wyborczy w 90 roku, gdy został pan prezydentem?

Nie, nie pamiętam

A 95 roku, gdy przestał być pan prezydentem?

Też nie. Ja patrzę do przodu i nie oglądam się wstecz.

Niczego pan nie pamięta. Kto panu przekazał wiadomość? Jak pan zareagował?

Gdy wygrałem, zastanawiałem się, jak dobić komunizm. Przecież oni przegrali przypadkiem. Chcieli to odrobić. Przyjść i zabrać to, co wygrałem. Myślałem jak kraj przeprowadzić, żeby nie wpaść w ich pułapki.

Następnego dnia rano, gdy się pan obudził po zwycięstwie, pamięta pan za co się zabrał najpierw?

Za żonę.

A nie za Polskę?

Panie, ja miałem ułożone wszystko w głowie. Tylko do realizacji.

Czyli pierwszą myślą nie było “Matko boska, co robić”

Dokładnie wiedziałem co robić, jak robić. I jak mówić ludziom co robię.

Gdzie pan wtedy był?

Albo w Gdańsku albo w Warszawie. Ale nie pamiętam nic z tamtego czasu. Ja patrzę co trzeba zrobić dziś i co jutro. I jak tu jeszcze dołożyć swoje 5 groszy.

A przegrana z Aleksandrem Kwaśniewskim w 95 roku bardzo bolała?

Ja miałem koncepcję. Połowę jej zrealizowałem, połowę zostawiłem na drugą kadencję. Pech chciał, los tak zaproponował. Myślałem “Trudno, wreszcie zdejmą ze mnie odpowiedzialność, do tej pory musiałem to robić, a teraz będą musieli robić to inni”. Szkoda mi było, ale los tak chciał.

Był pan rozgoryczony, czy wkurzony?

Nie, szkoda było mi tylko, że nie zrobię połowy roboty. Tym bardziej, że ja miałem argumenty, a mój zwycięzca nie miał żadnych. Wiedziałem, że Polska za to zapłaci. Ale ja nigdy nie myślałem osobiście o swoich sprawach.

Przeprowadzkę do Belwederu pan pamięta?

W Gdańsku zostawiłem rodzinę. Przyjechałem sam. Zostawiłem dla Polski. Rodzina by mnie rozpraszała. Tu trzeba się całkowicie oddać, albo nie brać za robotę.

Pana rada dla nowego prezydenta?

Porządkować kraj na ile starczy sił, umiejętności i rozumu. Polska potrzebuje porządkowania prawie w każdej dziedzinie.

ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI

1995 roku, druga tura. Pamięta Pan datę?

Dokładną nie, ale to był listopad

19 listopada. Myślałem, że takich rzeczy się nie zapomina. Gdzie Pan był?

Wczesnym popołudniem byliśmy u przyjaciół w Wesołej. Oni mnie i żonę przygarnęli, żeby nakarmić, żeby oderwać się trochę.

Były jakieś przecieki?

To były inne czasy. Dziś od dziennikarzy wiadomo już w ciągu dnia, jakie są te badania. Wtedy naprawdę nic nie było wiadomo.

Co było wieczorem?

Żona zawiozła mnie do budynku SLD na Rozbrat. Tam w gabinecie oglądałem to sam. Później to już się stało tradycją, że w tych pierwszych chwilach, gdy podawane są wyniki, byłem zawsze sam.

Mimo że zaraz za drzwiami strzelały szampany?

Tu potrzeba wyciszenia. Jeżeli jest się w tym momencie z kolegami, człowiek nie może się skupić na tym co widzi. Jeżeli dołożyć do tego media, co teraz stało się powszechne, to jest to fałszywe. Zwłaszcza, że o 20 często nic nie wiadomo.

W 95 roku było wiadomo dopiero po kilku godzinach.

Z pierwszych informacji wynikało, że może wygrałem. Ale było bardzo równo. Później prezes TVP Wiesław Walendziak wstrzymał podawanie wyników na parę godzin.

Która mogła być godzina, gdy dowiedział się pan, że jest prezydentem?

Po północy.

Jaka była pierwsza myśl?

Wygrałem, czyli radość. Druga – jak to teraz będzie. Czyli: słuchaj, teraz się zaczęło. Kampania jest kampanią, czymś pomiędzy realnością a nierealnością. Człowiek jest tak zakodowany na kampanię, że wszystko, co ma się wydarzyć później, odkłada. A w wieczór wyborczy jest moment, że już cześć. Że w głowie zaczyna się układać co trzeba zrobić, kogo wziąć, jak to zorganizować. Już zaczynasz być prezydentem.

I to zaczyna się w momencie ogłoszenia, czy porywa cię ten tłum i w radosnym korowodzie o tym się nie myśli?

Satysfakcji i radości jest w głowie moment. Ale potem to “co dalej” zaczyna być w głowie bardzo silne. I tak naprawdę to ta radość jest bardziej szczerze i spontanicznie wyrażana przez otoczenie, niż przez głównego aktora. On przechodzi do innej roli.

Zwycięzcy są samotni?

Moment w którym naprawdę poczułem, że jestem w nowej roli, to była inauguracja w Sejmie. A może nawet bardziej w Mińsku Mazowieckim, przejęcie zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi. Ten generał Wilecki, który ku mojemu zaskoczeniu mówi “Umarł król, niech żyje król”. Zobaczyłem z kim mam do czynienia, jaką mam odpowiedzialność. Jak mówił Wieniawa Długoszewski “Panie kolego, skończyły się żarty, zaczęły się schody”.

Pierwsza myśl, gdy obudził się pan w poniedziałek rano?

To było inaczej, niż teraz. Teraz mamy dwóch zawodników, którzy tę robotę już poznali. Jeden był premierem, drugi marszałkiem i wykonywał obowiązki prezydenta. Nie będą przeżywać takiego momentu, jaki ja przeżyłem. Z czarną teczką zawieszoną na łańcuchu przypiętym do ręki, przychodzi szef wywiadu i daje mi dokumenty. Jestem wprowadzony do całej procedury dostępu do tajnych materiałów. To na mnie robiło to wtedy wrażenie. Człowiek widzi, że jest w centrum wydarzeń. Pojawili się ambasadorzy. Dzwonił Clinton, dzwonili inni.

Pierwsza reakcja rodziny?

Żona i córka zrozumiały, że wszystko się zmieniło. Takim symbolicznym momentem była wyprowadzka z mieszkania w Wilanowie do Pałacu Prezydenckiego.

Nie spieszył się Pan z tym.

Zaprzysiężenie było w grudniu, a my przeprowadziliśmy się w marcu.

Skomentuj (4)

poniedziałek, 5 Lipca, 2010, 21:24

Najważniejsze postacie drugiego planu

| | | | | | | |

Państwowa Komisja Wyborcza ogłosiła końcowy wynik wyborów (jest u nas na pomarańczowym pasku). We wtorek prezydent- elekt odbierze uroczyście zawiadomienie o wyborze na stanowisko. Od tego momentu jego wynik przestaje mieć większe znaczenie. To czy 6% różnicy między Komorowskim a Kaczyńskim to dużo, czy mało będą jednak analizować sztaby.

Pierwsi do rozliczenia są zawsze szefowie sztabów. Zwycięzców się nie sądzi, więc cokolwiek mówi się dziś o kampanii Bronisława Komorowskiego, nie ma to znaczenia. Sławomir Nowak i Grzegorz Schetyna zrobili świetną robotę i wygrali dla Platformy kolejną kampanię.

Prawo i Sprawiedliwość przegrało te wybory. Czy mogło wygrać? Być może tak. Jacek Kurski podpowiada ostrzejszy kurs na Smoleńsk. Tomasz Żukowski wcześniejszy start. W PISie jakieś rozliczenie nastąpi, ale wynik Jarosława Kaczyńskiego jest świetny. Dużo o tym napisali inni, więc nie ma sensu bym powtarzał. Polityk trzy miesiące temu mający jeden z najniższych wskaźników społecznego zaufania, zdobył w niedzielę prawie 8 milionów głosów. A jego partia może za rok stworzyć rząd, bo odzyskała poparcie i zdolność koalicyjną. Joanna Kluzik Rostkowska zrobiła więc świetną robotę.

Bardzo jestem ciekaw decyzji kadrowych Bronisława Komorowskiego. Podejmując je, w znacznym stopniu określi powodzenie swojej prezydentury. Lech Kaczyński miał jako szefów Kancelarii A.Urbańskiego, A.Fotygę, A.Szczygłę, W.Stasiaka, i R. Drabę. I to wszystko w trakcie jednej kadencji! Prezydent Komorowski powinien postawić na człowieka, którego kwalifikacje dają nadzieję, że bez wpadek dotrwa do końca kadencji.

Kadry są strasznie ważne. U Lecha Kaczyńskiego szefowia biura odznaczeń została odwołana po awanturze o medal dla Wojciecha Jaruzelskiego. Szef biura prasowego przez część kadencji praktycznie nie istniał. Rzecznik teoretycznie był, ale się nie wypowiadał. To powodowało nie tylko wkurzenie dziennikarzy, ale w konsekwencji fatalny medialny PR głowy państwa.

Dziś w otoczeniu Bronisława Komorowskiego także są ludzie, którzy już w kampanii doprowadzają dziennikarzy do białej gorączki. Sięgnięcie po nich przez prezydenta- elekta, będzie zwiastowało w przyszłości jego poważne kłopoty z mediami.

Gdybym jako dziennikarz miał za tę kampanię do wręczenia nagrody dla członków drugiego planu, to otrzymaliby je:

- M.Kidawa Błońska i Agnieszka Pomaska z Platformy – pierwsza dzięki jakości pracy w kampanii zajęła pierwszoligowe stanowisko w Platformie. To nie jest jeszcze partyjna ekstraklasa, ale to już jest pierwsza liga. Przed kampanią było dużo niżej. Awans zasłużony, bo rzecznik sztabu zawsze odbierała telefon, zawsze pomagała i prawie zawsze się wypowiadała.
Agnieszka Pomaska codziennie idzie w Platformie do góry a tej kampanii odpowiadała za arcyważne działania w Internecie. Świetnie mi się z nią współpracowało.

- Paweł Poncyljusz i Sylwia Kwas z PIS. Poseł Poncyljusz, autor słynnych słów, że mężczyzna musi zasadzić drzewo, w końcówce kampanii takich wpadek nie miał. Jego występ przed TVP w czerwonej sukni z gitarą, stanie się jedną z wizytówek kampanii. Poseł Poncyljusz, gdy bolał go kręgosłup, kładł się w różnych miejscach, demonstrując całkowity luz. Pod koniec kampanii leżeliśmy nawet razem w materiale Wydarzeń.
Na Sylwię Kwas zawsze można było liczyć, gdy dzwoniłem spytać o informację o planach wyjazdowych Jarosława Kaczyńskiego. Sylwia towarzyszyła mu podczas większości wyjazdów w kraj. Jej pomoc wielokrotnie okazała się nieoceniona.

- Tomasz Kalita- jeden z ojców sukcesu Grzegorza Napieralskiego. Prawa ręka szefa SLD, człowiek który szeptał mu do ucha odpowiedzi na niektóre pytania dziennikarzy. Polityk zawsze gotowy pomóc, zupełnie nieideologicznie oceniający, co się jego kandydatowi opłaca, a co nie. Źródło wielu cennych informacji z kampanii SLD. W skrócie – człowiek, jakiego powinien mieć każdy kandydat na prezydenta, ale miał w tej kampanii tylko Grzegorz Napieralski. Tomasz Kalita powinien dostać nagrodę wyjątkową.

Skomentuj (5)

poniedziałek, 5 Lipca, 2010, 10:43

Przed Platformą teraz rozgrywka w Sejmie

| |

Opinia publiczna jest niecierpliwa. Media już dziś żądają konkretów. Bronisław Komorowski, jeśli rzeczywiście chce wypić dużego szampana, powinien zrobić to szybko. Bo szybko chcemy usłyszeć, kto otoczy Bronisława Komorowskiego w kancelarii. Jaki plan rządzenia ma Platforma na tych 500 dni. I kto zostanie marszałkiem Sejmu.

Bronisław Komorowski może teoretycznie pozostawać posłem i marszałkiem i wykonującym obowiązki prezydenta i prezydentem elektem jednocześnie aż do zaprzysiężenia. W zależności od planu politycznego PO, Komorowski może też już teraz zrezygnować z poselskiego mandatu. Wtedy wykonującym obowiązki prezydenta zostanie marszałek Senatu, a posłowie wybiorą nowego marszałka Sejmu.

Platforma ma dziś niemal pełną władzę w Polsce. Niemal, bo w Sejmie brakuje jej głosów do samodzielnego przyjmowania ustaw. To uniemożliwia także samodzielny wybór nowego marszałka. A jak istotna jest to funkcja słyszeliśmy ostatnio, gdy opozycja przypominała o “zamrażarce marszałka”. Może on bowiem schować do szuflady dowolną ustawę i przez miesiące nie poddawać jej nawet pierwszemu czytaniu. Marszałek z opozycji byłby więc w stanie sparaliżować dowolny plan Platformy.

Grzegorz Schetyna przyznał wczoraj, że Platforma nie konsultowała się dotąd z PSLem w sprawie wyboru następcy Bronisława Komorowskiego. To będą bardzo ważne rozmowy. Pokażą jaką pozycję wobec większego partnera zajmą ludowcy po katastrofie Waldemara Pawlaka w wyborach prezydenckich i przed strasznie dla nich ważnymi wyborami samorządowymi. Zobaczymy, czy nadal będą gotowi żyrować wszystko, co podsuwa im Donald Tusk.

W najbliższych dniach polityka zacznie więc układać się na nowo. Zobaczymy w którą stronę to idzie.

Skomentuj (4)

poniedziałek, 5 Lipca, 2010, 08:00

M.Migalski w RMF o starcie J.Kaczyńskiego w wyborach w 2015 roku

Nie wyobrażam sobie, aby kto inny mógł reprezentować Prawo i Sprawiedliwość.

Skomentuj

poniedziałek, 5 Lipca, 2010, 07:50

Noc wyborcza

Po raz drugi w tych wyborach budziłem się w innej Polsce, niż ta w której szedłem spać. O północy Państwowa Komisja Wyborcza, po przeliczeniu 50% głosów dawała zwycięstwo Jarosławowi Kaczyńskiemu. Potem sędziowie podali dane z 90% obwodów i wygrywa Bronisław Komorowski. I to nie powinno się już zmienić, bo teraz liczone są duże miasta. A w tych Platforma jest silna.

W planie dnia zwycięzcy dziś spotkanie sztabu o 10.00. Prawdopodobnie jutro uroczyste wręczenie Bronisławowi Komorowskiemu informacji o wyniku wyborów.

Skomentuj (4)

niedziela, 4 Lipca, 2010, 20:07

Bronisław Komorowski wygrywa wybory prezydenckie

| |

Kolejny wyborczy sukces Platformy. Od tego momentu partia ma pełną władzę w Polsce. W Sejmie może powstrzymać ją tylko niewielkie PSL, bo groźba weta prezydenckiego została oddalona.

Bronisław Komorowski okazał się kandydatem niepozbawionym wad. Jego kampania miała wpadki. Ale mimo to wygrał.

Jakim będzie prezydentem? Czy Platforma porwie się na ambitny plan naprawdy państwa? Jak oceniacie to zwycięstwo?

Komentujcie tu i na Facebooku.

Skomentuj (12)

niedziela, 4 Lipca, 2010, 16:02

Wieczór wyborczy Kampanii na żywo

|

Zaczynamy o 19.30. Wieczór wyborczy Bronisława Komorowskiego będzie obserwować i sprawozdawać Paweł Wakor. W Hotelu Europejskim, razem z politykami PIS będzie Kamil Sikora.

Ja będę dziś prowadził z Dorotą Gawryluk wieczór wyborczy w Polsacie i w Polsacie News. Na antenie Polsatu jesteśmy od 19.35 do 20.15. Na antenie Polsatu News od 19.35 do 23.00. O 23.00 prowadzenie przejmują Magda Sakowska i Jarosław Gugała. Przez cały wieczór wyniki sondaży Homo Homini, OBOPu i SMG/KRC będzie prezentować Agnieszka Gozdyra.

Z tego powodu moja relacja z wieczoru wyborczego na tej stronie ucierpi. Dopiero o północy będę w stanie przygotować analizę tego co się stało i co to oznacza.

Ale liczę na wasze komentarze i na wasz udział. I na tej stronie i na stronie Kampanii na Facebooku.

Skomentuj (1)